Zobaczyłam nazwisko na okładce, skojarzyłam z genialną biografią Kuby Błaszczykowskiego, która jest ozdobą naszej domowej biblioteczki i od razu zapragnęłam się przekonać, jak Małgorzata Domagalik poradziła sobie z książką skierowaną do młodszego czytelnika. W ten sposób trafiło do nas „Serce na sznurku”.

Poznajemy tu małą foczkę, która traci mamę i wskutek splotu różnych okoliczności trafia do domu Ksawerego, niedźwiedzia o usposobieniu samca alfa, który ponad wszystko inne ceni sobie spokój we własnym życiu, nie bardzo nawet cierpiąc z powodu swojej samotności. Przyznam się, że najbardziej bałam się właśnie tej utraty mamy, bo to temat trudny i taki, którego nie lubię w literaturze dziecięcej. Na szczęście autorka potraktowała tę sprawę ze sporym wyczuciem, oszczędzając dzieciom szczegółów z tym związanych. Co jednak spotka ją w domu wielkiego niedźwiedzia, skoro te żywią się właśnie fokami? O tym już w książce.

Sam pomysł na taką historię wydaje się dobry, bo też autorka zwraca w książce uwagę na kwestie istotne w życiu każdego z nas. Na przykład na tolerancję, ale także na problemy o charakterze szerszym, bardziej globalnym – tu akurat mamy do czynienia z kłusownictwem i wielką krzywdą, jaką człowiek wyrządza zwierzętom. To zdecydowanie zaliczam publikacji na plus. Podobnie jak ilustracje, które choć ołówkowe, to chwytają za serce – są wdzięczne, estetyczne, dobrze korespondują z tekstem. Doskonałą ich zapowiedzią jest piękna okładka.

Nie jest to jednak w moim odczuciu książka całkiem pozbawiona wad. Do nich zaliczam choćby słownictwo, które czasami jest niedostosowane do młodego czytelnika. Idealnym przykładem jest konfabulacja. Ja to słowo poznałam na studiach pedagogicznych, późno to fakt, ale dla kilkulatka zdecydowanie za wcześnie na takie wariacje językowe. Mam też pewien problem ze stereotypami występującymi w książce. Z jednej strony rozumiem zamysł – w książkach dla dzieci często wiele rzeczy jest wyolbrzymionych, by zwrócić uwagę na dane zjawiska, niemniej jako czytelnik dorosły trochę boję się zaszczepiania w młodym umyśle stereotypów w stylu, że gdy foczka chce nowe ocieplacze na płetwy, to od razu trzy pary.

„Serce na sznurku” to książka posiadająca zarówno zalety, jak i wady, przy czym oceniam to jako czytelik dorosły, bo moja córka jest jeszcze za mała na taką lekturę. Być może odbiór dziecka byłby zupełnie inny, a moje obawy bezzasadne.