Titanica w wersji kinowej albo się lubi, albo nie. Ja należę do tej grupy, która za każdym razem wyje, nie mogąc się opanować i daje złote rady Kate Winslet, co by się przesunęła, wszak miejsca na drzwiach starczyłoby dla nich obojga. Tak więc, gdy usłyszałam o książce, która – jak głosi okładka – jest prorocza względem wydarzeń, które rozegrały się na początku ubiegłego stulecia, wiedziałam, że prędzej czy później po nią sięgnę.

„Upadek Tytana” objętościowo jest dość niewielki, za to czytając go, naprawdę w wielu momentach ma się wrażenie, że już gdzieś się to „widziało”. Z jednej strony jest to doświadczenie bardzo ciekawe, z drugiej – nieco przerażające. Główny bohater, John Rowland, nie jest może typem w stylu Leo DiCaprio, którego za tę rolę ukochałam młodzieńczą miłością, niemniej gość też da się lubić, a znalazłaby się nawet rzecz, która mnie z nim łączy – ja też lubię whisky 😉 Mamy tu sporo opisów, dzięki czemu łatwiej jest wyobrazić sobie ogrom statku – najwspanialszego, jaki kiedykolwiek zbudowano. Ale poza nawiązaniami do Titanica znajdziemy tu także coś więcej – całkiem zgrabną opowieść o życiu rzeczonego bohatera, który na pokładzie Tytana spotyka kobietę ze swojej przeszłości. To miły dla umysłu przerywnik, gdy ten wciąż trawi informacje, jak to możliwe, że Robertson napisał coś, co wydarzyło się później w rzeczywistości, ogromem swojej tragedii doprowadzając do zmian w zasadach bezpieczeństwa morskiego.

W książce znajdziemy ponadto dwa inne opowiadania, jednak „Upadek Tytana” bezsprzecznie zasłużył u mnie na miano tego najciekawszego. Nie są one długie, jedno opowiada o konflikcie na linii Ameryka-Japonia, drugie o walce o kobiece względy.

Myślę, że to książka, która znajdzie dość szerokie grono odbiorców, choć tych liczących na drugiego DiCaprio muszę zmartwić – tak cukierkowo nie jest. Niemniej jest to lektura, której warto poświęcić chwilę i samemu przekonać się, jak czujemy się z faktem, że tę – a raczej prawie bliźniaczą – tragedię ktoś opisał, zanim się wydarzyła, a co za tym idzie – być może można jej było zapobiec.