Carotina przyzwyczaiła mnie już do swojego holistycznego spojrzenia na zabawę i naukę. W zasadzie nie trafiłyśmy na ani jedną grę z tej serii, która skupiałaby się na konkretnym wycinku wiedzy, tak stricte od-do, i tyle. Zawsze jest coś więcej, coś ponad, jakaś wartość dodana i to jest chyba najmocniejszy punkt całej serii z wesołą i żądną wiedzy marchewą.

„Carotina: 1000 Pytań” to pozornie po prostu gra dla dzieci, ale patrząc na treści, jakie się w niej znajdują, z powodzeniem można potwierdzić, że lepszym kreśleniem będzie podtytuł widniejący na pudełku: kompletny program dla dzieci w wieku przedszkolnym. Nic dodać, nic ująć. Po raz kolejny na plus zaliczam spore widełki wiekowe (3-6 lat), dzięki czemu możemy postępować z bardzo pożądaną w edukacji zasadą stopniowania trudności, a gra rośnie wraz z dzieckiem.

W pudełku znajdziemy kolorową planszę wraz z miejscem na umieszczenie strzałki do koła losującego, cztery plastikowe pionki, 94 karty dydaktyczne (tak! Słownie: dziewięćdziesiąt cztery!) oraz moją ulubioną marchewę w postaci pisaka wydającego dźwięki. Na kartach dydaktycznych przy każdej odpowiedzi na pytanie znajduje się małe kółeczko i gdy przyłożymy do niego pisak, wyda on dźwięk charakterystyczny albo dla poprawnej odpowiedzi, albo ten oznaczający,  że trzeba spróbować jeszcze raz. Pomysłowe? Bardzo! A żebyście widzieli tę radość na mojej twarzy, gdy przez przypadek odkryłam mechanizm tego działania, przyciskając marchewę do obrączki 🙂

Bardzo dużą zaletę stanowi różnorodność kart dydaktycznych i ich poziom trudności, który można dopasować do wieku dziecka. Tak więc mamy tutaj karty dotyczące słów i alfabetu, te odnoszące się do liczb, kształtów i kolorów, ale także do zwierząt i środowiska. Pełna paleta tematów i możliwości!

„Carotina: 1000 Pytań” na moją Zosię będzie musiała jeszcze trochę poczekać, niemniej mówiący pisak już teraz znalazł się w kręgu jej zainteresowań. Często robimy tak, że w przypadku gier na wyrost oddajemy je starszym dzieciakom w rodzinie, ale przyznaję, że Carotiny nie mam serca oddać i na córę czekają już trzy gry z tej serii. Cóż, całe szczęście czas szybko leci, dzieci rosną jeszcze szybciej, więc ani się nie obejrzę, a będziemy siedzieć razem na podłodze i kręcić kołem losującym 🙂

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości portalu aleMaluch.pl.

Zabawkę kupicie tutaj.