Za każdym razem, gdy odkładam na półkę po skończonej lekturze książkę Piotra Tymińskiego, czuję się… zaskoczona.  Tak, zaskoczona tym, jak bardzo autor potrafi wciągnąć w swoją opowieść, chociaż wydaje się, że to totalnie nie moja tematyka. Piotr Tymiński jest historykiem i historia nie jest w jego powieściach tłem, ale elementem pierwszoplanowym. Ja z kolei pokornie muszę chyba nazwać siebie laikiem w tej materii, bo też nigdy nie miałam głowy do tych wszystkich dat i wydarzeń. A jednak autorowi udało się złapać ze mną jakąś niewytłumaczalną nić porozumienia, która sprawia, że jego książki podobają mi się. I to bardzo. Być może to kwestia płynności narracji i osadzania akcji w określonych realiach nienachalnie, z wyczuciem, bez pokazywania swojej wiedzy w tym zakresie na zasadzie: znam tyle skomplikowanych słów, to wiedza tajemna, ale przekażę wam ją. Nie, książki tego autora czyta się naprawdę płynnie, miło i szybko, czasem mam wrażenie, że nawet zbyt szybko. A wiem, co mówię, bo przeczytałam wszystkie trzy, które wyszły spod jego pióra (lub klawiatury).

Tym razem Piotr Tymiński przenosi nas do Lwowa z początków XX wieku, kiedy to miasto stało się obszarem walk z ludnością ukraińską. Młodzi ludzi, niejednokrotnie jeszcze dzieci, stanęli do walki, chcąc bronić ojczyzny, która stanowiła dla nich dobro najwyższe. Była wśród nich także piętnastoletnia Tońka – wielka patriotka, niepotrafiąca pogodzić się z regułą, że kobiety mogą być sanitariuszkami, ale nie biorą czynnego udziału w walce. Dziewczyna postanawia za wszelką cenę dołączyć do walczących, nawet za cenę udawania kogoś innego. Ścina włosy, przebiera się za mężczyznę i wstępuje w szeregi oddziałów pod przybranym imieniem. Czy można wyobrazić sobie ciekawszy wątek w książce tego rodzaju?

No właśnie, trzeba przyznać, że już sam pomysł jest interesujący, niebanalny i oryginalny. Dodając do tego jeszcze lepsze jego wykonanie, otrzymujemy bardzo przyjemną dla czytelnika lekturę, która tak naprawdę nie posiada określonej grupy docelowej. Spodoba się zarówno kobietom, jak i mężczyznom, starszej młodzieży i dorosłym. A stworzenie takiej lektury to nie lada sztuka. Gratuluję, panie Piotrze i… czekam na kolejne!