Po zauroczeniu książką „Jak to powiedzieć?” z serii WIELKA KSIĘGA WIEDZY przyszła pora na kolejną część. Byłam ciekawa, czy „Co za historia” zrobi na mnie tak samo dobre wrażenie. W końcu jako humanistka z wykształcenia, zamiłowania i w sumie zawodu także musiałam ulec urokowi ilustrowanego słownika synonimów dla dzieci, natomiast z historią jestem już trochę na bakier, więc nic nie było w tym przypadku oczywiste.

A jednak i tym razem nie zawiodłam się na Zielonej Sowie. Swoją podróż w czasie zaczynamy w czasach nie tak znów dawnych, bo w początkach XX wieku, a potem cofamy się dalej i dalej, do epok naprawdę nam odległych! Przyglądamy się przy tym, jak wyglądały wtedy miasta i osady, czym trudnili się ówcześni ludzie i jak podróżowano. Kilka lat historii w ławce szkolnej zamknięte w pigułce kilkudziesięciu przepięknie zilustrowanych kartek – czego chcieć więcej?

Rzetelne opracowanie to jedno, ale dla mnie szalenie istotna jak zawsze jest warstwa graficzna. W końcu to publikacja skierowana do dzieci, a do nich obraz przemawia często lepiej niż tysiące słów. Tutaj treści słowne ograniczono do minimum, ta książka mówi obrazami i to mówi bardzo wyraźnie, czytelnie i w sposób zrozumiały. Zakochałam się w tych ilustracjach z milionem szczegółów, dzięki którym przy każdym jej otwarciu dostrzega się coś nowego.

Ze starszymi dziećmi można pokusić się o lekcje historii z udziałem tej publikacji, z młodszymi – z powodzeniem pobawić się w popularne „szukaj i znajddź”. Bo kto powiedział, że książka do historii nie może rosnąć wraz z dzieckiem?

Bardzo dobry pomysł, jeszcze lepsze wykonanie. Dla mnie książka kompletna. Trafia do kategorii „na zaś”, bo córa za młoda, ale do tych „na zasiów” wyjątkowych, bez których nie wyobrażam sobie naszej domowej biblioteczki. Liczę, że powstaną kolejne części.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.