Klocki nie bez powodu znajdują się w każdym domu, w którym mieszka mały człowiek. To zabawka bardzo lubiana przez dzieci w każdym wieku, bez względu na płeć czy zainteresowania. Bo z klocków można tworzyć według własnego pomysłu, realizować to, co podsunie umysł, sprawdzać, eksperymentować, badać granice. Jedni wolą układać zgodnie z obrazkową instrukcją, dla innych puszczenie wodzy wyobraźni stanowi prawdziwą frajdę, a są i tacy, którzy od razu muszą sprawdzić, jak wysoką wieżę da się zbudować, ile klocków zmieści się w danym pudełku i tak dalej. Można budować na płasko i przestrzennie. Klocki Toytown to prawdziwa kopalnia zabaw wszelakich!

Jako rodzic świadomy – przynajmniej lubię tak o sobie myśleć – doceniam także ich walory edukacyjne. Po pierwsze to świetne ćwiczenie dla wyobraźni, która pomoże wytworzyć z nich prawdziwe cuda. Druga szalenie istotna umiejętność dotyczy samego konstruowania – małe rączki pracują, stawiając okazałe budowle, doskonaląc przy tym precyzję ruchów oraz zdolność szacowania i przewidywania, czy można jeszcze wyżej, ile muszę zostawić na kolejne części budowli? Warto zwrócić uwagę, że wszystko odbywa się w atmosferze zabawy, czyli w sytuacji najbardziej dla dziecka naturalnej, właściwej i twórczej!

Osobiście należę do tych osób, które gdy mają do wyboru – drewno czy plastik, skłonią się ku pierwszej opcji. Uwielbiam drewniane zabawki i w naszym domu już teraz jest ich całkiem sporo, choć córa ma dopiero czternaście miesięcy. Jeśli chodzi o Zosię, to jest jeszcze za mała na budowanie z klocków, co nie oznacza, że leżą one u nas nieużywane. Bawimy się w ten sposób, że ja buduję, a córkę proszę o podawanie konkretnych klocków, oczywiście nazywając je wszystkie pod względem kolorów i kształtów. Skoro mamy możliwość do zabawy dołączyć trochę nauki, to czemu tego nie wykorzystać? Zosi ten układ się podoba, choć na razie prawdziwym hitem jest etap… dekonstrukcji 🙂 Gdy już wspólnymi siłami coś zbudujemy, pozwalam córze na rozmontowanie naszego dzieła, co też ochoczo czyni. Nie boję się, że klocki się zniszczą – w końcu są drewniane i właśnie między innymi za tę wytrzymałość kocham ten materiał!

Zaletą klocków Toytown jest także to, że można stopniowo powiększać ich kolekcję, która będzie rosnąć wraz z dzieckiem. Nam aktualnie spokojnie wystarcza zestaw 22-elementowy, ale gdy Zosia podrośnie, sprawimy sobie kolejny, z dodatkowymi elementami, kompatybilnymi z zestawem obecnym. Co jeszcze mogę dodać? Klocki te są przeznaczone już dla dwulatków, tak więc osobiście cieszy mnie to, że nie ma tu żadnych małych elementów, które stanowiłyby potencjalne zagrożenie dla mojej małej córy i jej skłonności do wkładania wszystkiego do buzi.

Zestaw zdecydowanie warty polecenia. Jestem absolutnie na tak dla zabawek kreatywnych, a do takich z pewnością należy zaliczyć klocki Toytown.

Zabawkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości portalu alemaluch.pl.

Zabawka do kupienia tutaj.