Rzadko to robię, w zasadzie prawie nigdy – nie obejmuję książek patronatami w ciemno. W tym przypadku nie znałam autorki, a na podstawie samego opisu nie wiem, czy bym się na to pisała. Zadecydowało… pierwsze spojrzenie na okładkę, która wydała mi się ujmująca. Ilustracje to coś, co zdecydowanie odgrywa dla mnie dużą rolę w publikacjach dla dzieci, a te w „Kotku zwanym Czesiem” są naprawdę urocze.

Opis książki w zasadzie mówi nam wszystko, co powinniśmy wiedzieć o fabule, by nie psuć sobie jednocześnie przyjemności poznawania tej historii w trakcie czytania. To opowieść o kotku, którego mowę rozumieją dzieci. Okazuje się, że Czesio nie zawsze był czworonogiem, jednak w jego życiu wydarzyło się coś, co sprawiło, że przybrał kocią postać. Czy Oli i Helence uda się pomóc Czesiowi w odnalezieniu bliskich? Przekonajcie się sami.

Książeczka jest niewielkich gabarytów, tak więc spokojnie można ją potraktować jako czytanie na jeden raz, choćby na dobranoc. Ale nie martwcie się, po skończonej lekturze nie zobaczycie smutnej miny dziecka, że to już wszystko, bowiem autorka wkłada w usta kotka Czesia zapewnienie, że to jeszcze nie koniec. Będzie ciąg dalszy, którego sama jestem ciekawa.

Mocną stroną publikacji są zdecydowanie ilustracje. Pomijając już nawet czworonogi, jestem pod wrażeniem ludzkich postaci – głębi oczu, malinowych ust. To wszystko prezentuje się bardzo dobrze.

To książka, którą warto mieć w swoich zasobach – nie zajmie dużo miejsca, a dzięki niej dziecko pozna sympatyczną, ciepłą historię o prawdziwej przyjaźni i sile rodzicielskiej miłości.

A skoro patronat, to będzie także konkurs. Wyczekujcie informacji niebawem 🙂