Kiedy na świecie pojawia się młodsze rodzeństwo, cały świat dziecka wywraca się do góry nogami. Mama i tata nie mają już tyle czasu, co kiedyś, a mały człowiek ma tyle fajnych rzeczy, których starszemu nie wolno. Na przykład smoczek. Kiedyś przychodzi taki czas, że trzeba się z nim rozstać i już teraz domyślam się, że u nas nie będzie to takie proste. Gdy zabiera się smoczek mojej córze, gdy akurat go chce, jej mina mówi, że nie jest jeszcze na to pożegnanie gotowa. Oczy dodają, że nigdy nie będzie. To temat znany wielu rodzicom i ich pociechom, nie jesteśmy wyjątkiem.

Tytułowemu Bolusiowi rodzi się braciszek. I braciszek ma smoczek, a Boluś nie, chociaż bardzo chce. Zabiera zatem malca na spacer, gdzie wyrywa mu smoczek, zostawiając w zamian przytulankę i ucieka. Po drodze spotyka go mało przyjemna przygoda, która uświadamia mu, że jednak jest już za duży na smoczka.

Historia Bolusia podoba mi się, ponieważ dotyka dwóch istotnych problemów, mianowicie pojawienia się w domu kolejnego dziecka i przede wszystkim – zazdrości z tym związanej. Boluś wyrósł już ze ssania smoczka, ale chce go, bo braciszek ma. Dlaczego ma być gorszy? To częsta bolączka w domach, gdzie różnica wieku między dziećmi nie jest zbyt duża.

Pewnie nie każdemu spodoba się owa przygoda, która spotkała Bolusia, bowiem dostał on po „ryjku” (dosłownie i w przenośni) od napotkanych knurków, ale mi osobiście taka scena nie przeszkadza. Literatura skandynawska taka już jest – nie „pieści” się z dziećmi, ukazując świat w wersji idealistycznej. I dzięki temu ciekawi, bo często ten idealizm zastępuje poczuciem humoru.

Cieszę się, że poznaliśmy Bolusia, bo pewnie na jednej książce z tej serii się nie skończy.

Moja ocena: 7,5/10

Tytuł: Ładnie, Bolusiu

Autor: Barbro Lindgren

Wydawnictwo: Zakamarki