To już kolejna książką Wioletty Piaseckiej wydana przy okazji stulecia odzyskania niepodległości. Po „Faustynce” przyszedł czas na „Ignasia” i moje odczucia związane z lekturą.

Ignacego Jana Paderewskiego nie trzeba specjalnie przedstawiać, a jeśli już zacznie się to robić, to nie sposób zakończyć na jednym określeniu – kompozytor, pianista, polityk, działacz niepodległościowy. Nic więc dziwnego, że to właśnie jego postać autorka wzięła na przysłowiowy warsztat. O ile jednak nazwisko Paderewskiego większości będzie znane, tak nie każdy wie, jaką drogę musiał pokonać młody Ignacy, aby znaleźć się na szczycie. Ja nie miałam o tym pojęcia, choć domyślałam się, że w takich czasach nie mogła to być droga usłana różami.

Pod względem ciekawości samej historii w tym przypadku jest chyba nawet lepiej niż w „Faustynce”, do mnie przynajmniej ta opowieść trafia bardziej. Styl Wioletty Piaseckiej jest mi już dobrze znany i lubiany przeze mnie, więc wiedziałam, na co się piszę. Miałam względem książki pewne oczekiwania, jakie posiadamy, gdy już zdążyliśmy poznać dobrze warsztat autora i te oczekiwania zostały spełnione. Wizualnie też jest okej – miłe dla oka ilustracje występują w ilości dużej, jak przystało na książki dla dzieci.

Myślę, że ta seria to dobry pomysł na prezent dla młodych czytelników, aby od małego pokazywać im naszą historię. Zwłaszcza że ten rok jest dla nas rokiem szczególnym. Pamiętajmy o tym i przekażmy tę wiedzę młodszym pokoleniom. To zaprocentuje w przyszłości.

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Ignaś

Autor: Wioletta Piasecka

Wydawnictwo: NIKO