Spotkałam się już wcześniej z twórczością Marty Alicji Trzeciak przy okazji lektury „Dwudziestu siedmiu snów” – książki, która wywarła na mnie niesamowite wręcz wrażenie. W przypadku „Wszystko zaczyna się wiosną” już sama okładka sugerowała, że i tym razem będzie baśniowo, magicznie, bardzo w stylu tej autorki, której wyobraźnię pokochałam. Tak było, nie rozczarowałam się w tym względzie ani też w żadnym innym – jest po prostu cudowna!

Zacznijmy od głównego bohatera – Baltazara. Ten chłopiec o niewytłumaczalnych zdolnościach urodził się w malutkiej księgarence, a jego mama, która w chwilę później skonała, zdążyła owinąć go jedynie stronicami książek. Czyż można wyobrazić sobie bardziej intrygujący początek? Chłopiec trafia do tymczasowej rodziny zastępczej i choć malutkie dzieci zazwyczaj dość szybko znajdują nowy dom, w tym przypadku jest inaczej.

No właśnie – rodzina Miezynków, do której trafił chłopiec. Cóż, ma swoje zalety i wady – jak każda. Ale muszę przyznać, że zadomowiłam się u Miezynków. Czytając, czułam się, jakbym sama uciekała przed Stefą i jej syropem z cebuli i towarzyszyła miezynkowym dzieciom we wszystkich ich harcach i psotach. Było u nich tak jakoś sielsko, beztrosko, choć przecież i tę rodzinę zaczęły dopadać kłopoty. Polubiłam zresztą tę zahartowaną życiem Stefę, która choć niewylewna w uczuciach, zawsze chciała dla dzieci jak najlepiej.

„Wszystko zaczyna się wiosną” to przepiękna opowieść o wyjątkowym chłopcu, który posiada niewytłumaczalny dar i przy jego udziale ma odwrócić przeznaczenie. To trochę jak baśń dla dorosłych, bo też magia przeplata się tu z rzeczywistością, ale jest ona tak subtelna, że czytelnik nie wyobraża już sobie, iż miałoby jej tam nie być. Książka trafia na półkę z moimi ulubionymi utworami polskich autorów, do działu książki dla kobiet, a ja z niecierpliwością czekam na kolejne powieści Marty Alicji Trzeciak.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Wszystko zaczyna się wiosną

Autor: Marta Alicja Trzeciak

Wydawnictwo: Kobiece