Opis książki nie zachęca, a przynajmniej do mnie pierwsze jego zdania nie przemówiły. Już na starcie starano się zapewnić mnie, że nie od razu polubię główną bohaterkę, a jedno z moich podstawowych oczekiwań wobec każdej książki dotyczy właśnie tej kwestii – chcę lubić bohaterów. Lubię ich lubić i postuluję na każdym kroku: autorzy, czyńcie ich takimi, by lubić się ich dało. Rozumiem, że taki kształt opisu bazuje na zszokowaniu i tym samym zaintrygowaniu czytelnika. Cóż, na mnie podziałał średnio, niemniej z racji interesującej tematyki postanowiłam sięgnąć po tę książkę. I dobrze się stało – postraszyli, postraszyli, a Casey Pedergast wcale nie okazała się taka znów jędzowata. Owszem, aniołem w ludzkiej skórze to ona nie jest, nie zawsze akceptowałam jej wybory, raczej oscylowało to w granicach tolerancji, ale starałam się zrozumieć przyczyny takich, a nie innych decyzji. I chyba przynajmniej po części mi się to udało.

Casey Pedergast pracuje w agencji reklamowej, gdzie z racji swojego nieszablonowego myślenia i takich samych pomysłów jest postrzegana jako pupilka szefowej. Jej zespół stanowi dość zgrane i ciekawe grono młodych ludzi, którzy całe swoje życie podporządkowali pracy. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Branża reklamowa bywa różnie postrzegana. Sama w sumie, przynajmniej w pewnym zakresie, stanowię jej część, zajmując się copywritingiem. I posiadam rożne doświadczenia, choć muszę przyznać, że trafiłam na interesujące branże – literatura i tematyka dziecięca to dla mnie w końcu chleb powszedni. Niemniej rozumiem osoby, dla których jest to może nie największe, ale jednak zło tego świata, więc bronią się rękami i nogami, byle nigdy do takiej branży nie trafić. Taką grupę ludzi stanowić mogą na przykład pisarze. Co stanie się jednak, gdy szefowa agencji wpadnie na pomysł rozszerzenia jej działalności o usługę tak nietypową jak pisanie tekstów przez pisarzy na zlecenie firm, których wizerunek podupadł? Czy ideały przetrwają, gdy na stole pojawią się duże pieniądze?

Sami widzicie, że tematyka ciekawa, oryginalna i bardzo na czasie. Kto wydał książkę lub się do tego przymierza, ten wie, a przynajmniej wiedzieć powinien, że stan jego konta nie wyświetli dzięki temu kwoty z kilkoma zerami, przynajmniej na początku. Kreacja głównej bohaterki jest o tyle ciekawa, że trudna w jednoznacznej ocenie. Casey może i jest bezczelna, do przesady ambitna i często irytująca, ale to nie wzięło się z niczego. Czytelnik już na początku poznaje powody, dlaczego jest, jaka jest. I nie są to powody łatwe. Bardzo podobało mi się także to, że autorka potraktowała czytelnika tak, jakby posiadał on już jakąś wiedzę w temacie reklamy. Nie tłumaczyła każdego zwrotu łopatologicznie, bez sensu zwiększając tylko objętość książki. Ale nie był to także język niezrozumiały dla przeciętnego czytelnika, napchany fachową terminologią. Wszystko z wyczuciem, w granicach dobrego smaku. I taka była ta lektura – czasem wymagająca, innym razem zabawna czy wkurzająca, ale mieszcząca się w granicach tego, co określamy książką w dobrym guście.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Jak upolować pisarza?

Autor: Sally Franson

Wydawnictwo: Znak