Ćwiczenia wzrokowe należą do tych najistotniejszych już od najmłodszych lat – w domu bawimy się w odszukiwanie rzeczy w pokoju posiadających określony kolor lub kształt, w przedszkolu przenosimy się na karty pracy, gdzie wskaż, połącz i dopasuj są na porządku dziennym. W przypadku serii „Ćwiczę oko”, nad którą miałam przyjemność objąć patronat, nie będę skupiać się na podłożu naukowym i fachowej terminologii – o tym przeczytacie tutaj. Ja spojrzę na książeczki z perspektywy rodzica i nauczyciela przedszkola.

Po pierwsze i najważniejsze – okulary, jakie czasem (przynajmniej z wyglądu) spotykamy w kinach na filmach 3D. Poproś dziecko o wykonanie jakiegoś zadania. Są spore szanse na to, że odmówi, bo najzwyczajniej w świecie woli się bawić. Ale poproś o wykonanie zadania w takich okularach, a nie odciągniesz go od książeczki, póki nie skończy. Bo to już nie jest nauka, to jest zabawa.

Kolejna kwestia, którą zaliczyć można na plus, to dobór ćwiczeń. Nie są monotematyczne. Znajdziemy tu dopasowania, łączenia symboli, labirynty i różnego rodzaju inne zadania, które ze względu na swoje zróżnicowanie nie znudzą dziecka. Są one także dopasowane do umiejętności dzieci w danym wieku.

To z kolei wiąże się z kolejną zaletą, tj. podział publikacji na grupy wiekowe. Autorka nie miesza poziomów trudności, nie każe siedmiolatkowi odszukiwać dwóch takich samych obrazków, ani trzylatkowi odczytywać temperatury na termometrze. Pozornie oczywiste, ale niestety nie zawsze.

W mojej opinii za sprawą okularów ta seria jest bardzo ciekawą propozycją na rynku wydawniczym, bo poza walorami dydaktycznymi, gadżet ten zwyczajnie uatrakcyjnia naukę. Warto sięgnąć ze swoją pociechą i przekonać się samemu!