Odkrywanie nowych autorów, o których istnieniu wcześniej nie miało się pojęcia, to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy związanych z czytelniczym eksperymentowaniem. Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Wilkie Collinsem. Kiedy dostałam w swoje ręce opasłe tomiszcze „Córek niczyich”, miałam mieszane uczucia. Nie znałam autora, a miałam spędzić z nim kilkaset stron, wypełnionych dla mnie tajemnicą. Inaczej jest, gdy o kimś wie się cokolwiek, można wtedy wyrobić sobie jakieś oczekiwania i później skonfrontować je z rzeczywistością. Ja tego zrobić nie mogłam. Wilkie Collins był dla mnie czystą kartą i nie miałam pojęcia, czym zechce ją zapisać. Zaczęłam czytać i to był ten moment, kiedy wiedziałam, że właśnie trafiłam na literacką perełkę na miarę wielkich klasyków. Czułam, że jest to moje pierwsze, ale na pewno nie ostatnie spotkanie z autorem i że przeczytam wszystko jego autorstwa, co zostanie wydane w języku polskim. „Córka Izebel” jest już czwartą jego powieścią, po którą sięgam i czuję, że wciąż mi mało!

Już po kilku pierwszych stronach wiedziałam, że i tym razem się nie zawiodę. Uwielbiam ten styl – ozdobny jak przystało na literaturę dziewiętnastowieczną, ale przy tym owiany tajemnicą jak w najlepszych kryminałach. Ta mieszanka zdecydowanie sprawdza się w moim przypadku i sądzę, że nigdy nie będę miała jej dość. Już w pierwszych rozdziałach poznajemy kilka charyzmatycznych postaci, których losy będą przeplatać się na kolejnych stronach powieści – wdowę po przedsiębiorcy, którego marzeniem było przeprowadzenie liberalnych, a w tamtych czasach wręcz rewolucyjnych reform w służbie zdrowia i odnośnie do zatrudniania kobiet czy kolejną wdowę – tym razem po naukowcu, który pozostawił po sobie śmiercionośną pamiątkę, zaginioną w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednak moim numerem jeden stał się Słomiany Jack – bezdomny pacjent szpitala psychiatrycznego, wyplatający przepiękne słomiane kapelusze. Zaciekawieni? Ja musiałam poznać tę historię jak najszybciej!

Przyznam szczerze, że pewne wątpliwości wzbudziła we mnie okładka. Spojrzenie kobiety, która się na niej znajduje, aż mrozi krew w żyłach. Zastanawiałam się, czy w środku też będzie tak zimno, bezuczuciowo i nieprzyjemnie. Nie było. Jeśli już spotkaliście się z utworami Wilkiego Collinsa, znacie jego styl i nie zawiedziecie się także tym razem. Jeśli jeszcze go nie znacie, zmieńcie ten stan rzeczy koniecznie! To autor, który umili wam niejeden wieczór, sprawiając, że będziecie chcieć więcej.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Córka Izebel

Autor: Wilkie Collins

Wydawnictwo: MG