Należę do tych osób, dla których pamiątki rodzinne stanowią świętość. I chociaż nie lubię myśleć o sobie w kategoriach starości, która kiedyś nadejdzie, to już teraz zaczynam kompletować pamiątki z młodości dla naszych pociech. W naszym domu cała trójka ma już albumy do spisywania wspomnień, podobnie zresztą jak dziadkowie, a nawet prababcia. Nie wszystkich tak łatwo namówić do robienia osobistych zapisów, a  mój mąż przewodzi grupie buntowników, niemniej i on w końcu wywiesi białą flagę i napisze coś od serca dla naszej Zosi.

Przygodę z albumami zaczęłam od sprezentowania ich dziadkom przy różnych okazjach, a teraz, gdy sama jestem mamą, postanowiłam kontynuować tę tradycję i spisuję wspomnienia dotyczące własnej młodości, dzieciństwa i tego, jaka byłam i jestem obecnie, w końcu za kilka czy kilkanaście lat pewne rzeczy ulegną zmianie, a pamięć nie wszystko pozwoli wiernie odtworzyć.

Pamiętacie zresztą, jak dużą radość w dzieciństwie sprawiało tworzenie drzewa genealogicznego? Dla mnie było to zajęcie, od którego nie można mnie było oderwać przez dłuższy czas. Nawet gdy byłam już nastolatką, szukałam własnych korzeni i udało mi się w tych moich poszukiwaniach dotrzeć do dość odległych czasów. Albo takie wspomnienia dotyczące tego, jak poznali się rodzice, czyli my. Jakimi byliśmy dziećmi? Albumy do spisywania wspomnień to dla mnie coś, czego nie powinno zabraknąć w żadnym domu. Istotne jest także samo wykonanie. Przede wszystkim konieczna jest gruba oprawa – w końcu ta pamiątka ma przetrwać lata! Przyjemne dla oka stronice i dobrze skomponowana treść to kolejne kryteria, które biorę pod uwagę przy wyborze publikacji tego rodzaju. I muszę przyznać, że na swoich wyborach do tej pory się nie zawiodłam. Zresztą spójrzcie poniżej – cała nasza rodzinka w wersji do przechowania dla potomności 🙂

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Album mamy, Album taty

Wydawnictwo: Wilga