Kiedy opowiedziałam mężowi, o czym jest ta książka, stwierdził, że mimo swojego wieku jestem idealną grupą docelową i bardzo się cieszy, że nowa propozycja Daniela Chmielewskiego zawitała do naszego domu. Odkąd bowiem po ślubie zamieszkaliśmy na wsi, moje serce co jakiś czas wyrywa się ku miejskiemu zgiełkowi, a humor mam wtedy prawdziwie wisielczy. Taki w sam raz na horror urbanistyczny, dlatego też „Miasto Złotej” poczekało na dogodny moment, aby trafić w moje ręce.

Jeśli sądzicie, że horror nie jest gatunkiem odpowiednim dla dzieci, to jesteście w błędzie. Też tak sądziłam, dopóki nie sięgnęłam po tę książkę. Ale oczywiście musi to być horror specjalny, w wersji dla młodszych Czytelników. Złota mieszka w betonowym mieście, które razem ze swoimi przyjaciółmi – misiem i lalką – bezskutecznie próbuje umieścić na mapie. Za każdym razem, gdy naniosą tam jakiś punkt, jakimś dziwnym trafem nagle znajduje się on gdzie indziej. W mieście Złotej nie ma innych ludzi, zwierząt ani nawet zieleni. Za to są różne odcienie betonowej szarości. Trójka bohaterów bawi się w normalne życie, sprzedając w sklepie i wykonując inne czynności właściwe większym skupiskom ludności. Do czasu. Pewnego dnia w mieście pojawia się nowa dziewczynka, która przybywa z krainy, gdzie domy buduje się z drewna, a wszędzie wokół pełno jest roślinności. Złota chętnie zobaczyłaby to miejsce, ale miasto protestuje. Nie zgadza się na jego opuszczenie, a beton zalewa wszystko wokół. Obie dziewczynki są teraz uwięzione.

Zbyt straszne dla dzieci? Wcale nie, wszystko to kwestia doboru słów i optymistycznego rozwiązania, jakie podsunął na zakończenie autor. Teraz już wiecie, dlaczego ta książka została tak miło powitana w naszym domu. I możliwe, że mąż czasem ma rację – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Wracając jednak do samej publikacji, świetnie nawiązuje ona do bardzo aktualnego problemu – coraz mniejszej ilości terenów zielonych w miastach. Złotej nie przeszkadza wszechobecny beton, bo po prostu nie zna innej rzeczywistości, nie ma pojęcia, że może być inaczej. Podoba mi się także sposób narracji, w którym autor stosuje bezpośrednie zwroty do młodego Czytelnika, budując z nim swego rodzaju więź i prowadząc dyskusję. Mroczne, intrygujące ilustracje sprawiają z kolei, że chociaż bohaterzy to dwie dziewczynki, lalka i miś, po książkę z chęcią sięgną także chłopcy. Moje doświadczenia z poprzednią publikacją tego autora wspominam bardzo pozytywnie i przyznaję, że i tym razem nie zawiódł moich oczekiwań, choć stworzył coś zupełnie innego.

Zdecydowanie polecam. To dobry wstęp do rozmów na poważniejsze tematy, najlepiej w otoczeniu zieleni – w parku, na kocu, pośród innych ludzi. Wtedy kontrast będzie lepiej widoczny.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Miasto Złotej

Autor: Daniel Chmielewski

Wydawnictwo: TADAM