Wydawca tej publikacji chyba wziął sobie do serca jej nazwę – „Wielka księga ssaków” naprawdę jest wielka, także gabarytowo! I gdybym nie widziała poprzedniej części tej serii, pewnie byłoby to dla mnie duże (a, jakże!) zaskoczenie. Mąż kupił jednak swojej chrześnicy jakiś czas temu „Wielką księgę robali”, więc wiedziałam mniej więcej, z czym mamy do czynienia.

O ile robale nie leżą w kręgu moich zainteresowań, w sumie toleruję jedynie biedronki i mam nadzieję, że moja córka nie również zapała do nich miłością wzorem swojej siostry ciotecznej, to już porządna książka o zwierzętach musiała zagościć w naszej domowej biblioteczce. Tym bardziej taka dla dzieci. Są przecież takie tematy, które rodzicom potrafią spędzać sen z powiek, bo ich zakres jest tak szeroki, że generuje tysiące pytań „a dlaczego?”. Z tą publikacją możecie spać spokojnie, jeśli macie wątpliwości, co odpowiedzieć, zerknijcie do środka. Co więcej, dzięki niej uprzedzicie pytania młodych odkrywców! Poza podziałem wewnętrznym ssaków znajdziecie tu najważniejsze informacje i ciekawostki o rozmaitych przedstawicielach świata fauny. Być może moja wiedza w tym temacie jest ograniczona, ale naprawdę nie miałam pojęcia, że istnieją takie zwierzaki jak binturong czy ratel. Cóż, uczymy się przez całe życie.

Na uwagę zasługują ciekawe ilustracje każdego zwierzaka, które dla dziecka zapewne okażą się… zabawne. I bardzo dobrze, zdjęcia znajdziecie w każdej innej książce, a nie chodzi przecież o to, by się doktoryzować w tym temacie. Rysunek poglądowy wystarczy, a dzięki temu, że większość z nich jest zabawnych, dzieci będą chętniej do książki wracać, utrwalając przeczytane informacje.

Naprawdę porządna książka dla  dzieci, taka z górnej półki. Mam nadzieję, że wyjdą kolejne części tej wdzięcznej serii. Od razu zasilą wtedy szeregi naszych domowych zbiorów.

Moja ocena: 9,5/10

Tytuł: Wielka księga ssaków

Autor: Yuval Zommer

Wydawnictwo: Wilga