Jeszcze nie tak dawno uśmiechałam się ironicznie, gdy ktoś mówił w moim towarzystwie, że jest freelancerem. Od razu przyklejałam takiej osobie jedną z dwóch etykietek – albo nie może znaleźć pracy na etacie, albo nie chce jej się robić, więc pracuje tylko dorywczo. Życie tak pokierowało moimi planami, że dziś sama mogę nazwać się freelancerem i wyznać szczerze, że to lubię. Zawsze pracowałam na etacie, osiem godzin, czasem więcej i uważałam ten system za jedyny sensowny. Teraz wiem, że byłam w błędzie. Freelance nie jest namiastką pracy etatowej, jest jej alternatywą.

W moim przypadku wszystko zmieniło się po urodzeniu córki. Opieka nad nią pochłania lwią część mojego czasu. Rozumiem i szanuję mamy, które w tym miejscu stawiają kropkę i nie chcą niczego więcej. Nieprzespane noce i ciągłe czuwanie przy niemowlaku potrafią dać w kość. Należę jednak do tej grupy osób, które muszą robić w życiu także coś innego. Chcę ciągle czuć, że się rozwijam, że idę naprzód. Rodzina zawsze będzie priorytetem i nie robię nic jej kosztem, ale kiedy moje dziecię zasypia, zmieniam się z etatowej mamy w copywritera czy redaktora książek, w zależności od tego, jakie zlecenie aktualnie przyjęłam. Tworzę też coś swojego, rozsyłam do wydawnictw i w efekcie tego, jedna z moich książek jest już na rynku, kolejną właśnie zaczęłam pisać. Robię to, co lubię i dzięki temu czuję, że nie wypadam z rynku pracy, mimo że jestem dostępna dla mojego dziecka 24h na dobę.

Tym właśnie jest dla mnie freelance, choć od razu zaznaczę, że nie ma jednej, jedynie słusznej definicji tego pojęcia. Po publikację Ewy Brzozowskiej sięgałam więc z ciekawością – chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, poznać to niesprecyzowane w mojej głowie coś, co pozwoli mi stać się jeszcze efektywniejszą w tym, co robię. I muszę przyznać, że autorka opracowała temat rzetelnie. Przede wszystkim nie przekonuje ona, że freelance jest dla każdego. Wskazuje raczej zarówno jego zalety, jak i wady, będąc w tej kwestii obiektywną. Dla mnie istotnym rozdziałem był ten dotyczący kwestii formalnych, nie wykluczam bowiem, że kiedyś założę własną działalność. Konkurencja w mojej branży jest spora, ale popyt również niemały, a że jestem niezła w tym, co robię, ograniczeniem w przyjmowaniu większej ilości zleceń są moje moce przerobowe.

Chyba trudno byłoby wskazać na jakiś aspekt freelancingu, który nie zostałby poruszony w tej publikacji. To naprawdę porządna dawka wiedzy na start. Jeśli zatem ktoś z was zastanawia się nad życiem freelancera, polecam tu zajrzeć i przekonać się, czy to ścieżka właśnie dla ciebie, a jeśli tak, to jak się do tego zabrać, aby robić to dobrze. Na koniec jeszcze jedno zdanie o samym wydaniu – bardzo lubię książki wydane przez Samo Sedno ze względu na ich estetykę, wiedza jest w nich zawsze poukładana w taki sposób, aby Czytelnik łatwo mógł powrócić do interesujących go kwestii w każdej chwili.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Kierunek: freelance. Sukces na własnych zasadach

Autor: Ewa Brzozowska

Wydawnictwo: Samo Sedno

Stron: 248