Dzisiejsza recenzja ma dla mnie nieco smutny wydźwięk. Bynajmniej nie dlatego, że dotyczy publikacji, która nie robi na mnie i mojej córze wrażenia. Wręcz przeciwnie – bo jest to ostatnia książeczka z serii „Co wokoło”, którą przychodzi nam zrecenzować, a serię tę po prostu uwielbiamy. Obie, mimo że dzieli nas dwadzieścia kilka wiosen. Po prostu mamy już je wszystkie i choć korzystamy z nich każdego dnia, dobrze nam było ze świadomością, że coś nowego czeka jeszcze w zanadrzu i zaskoczy nas pomysłem, obrazem i dźwiękiem, który będziemy wspólnie naśladować. Tak więc cztery wdzięczne książeczki zajmują już bardzo ważne miejsce w naszej domowej biblioteczce, gdzie zostawiłyśmy jeszcze trochę wolnej przestrzeni tak na wszelki wypadek, z cichą nadzieją, że kiedyś zostaną wydane kolejne.

„Mały, mały smyk” opowiada historię sympatycznego rudzielca w wieku naszych pociech. Poznajemy schemat dnia właśnie z perspektywy dziecka – poranne picie kaszki, zabawa z ukochanym misiem, przewijanie, wycieczka na plac zabaw, pora na sen. A wszystko to przeplatane różnymi psotami, na jakie pozwala sobie mały smyk. Bo – co istotne – książeczka pokazuje dzień malucha taki, jakim jest, a nie taki, jakim chcieliby go widzieć dorośli. Nie ma tu miejsca na patos czy zbędną idealizację. Brudna pieluszka to po prostu brudna pieluszka i taką widzimy ją na obrazku. Jak smakuje piach? Mały smyk, podobnie jak zdecydowana większość maluchów bawiących się w piaskownicy, już to wie. Podoba mi się ta autentyczność, bo macierzyństwo nie jest usłane różami i nie zawsze pachnie fiołkami, często raczej brudną pieluchą, ale mimo wszystko jest piękne. Takie, jakie jest. Bez sztucznego upiększania. Z kolei dla dziecka takie ujęcie tematu jest istotne, bo bawi i pokazuje, że te psoty to nic złego, to po prostu oswajanie świata, eksperymentowanie i wyciąganie wniosków na przyszłość.

Całość tradycyjnie już rymowana, przy czym tekstu nie jest dużo. Dzięki temu pełni on rolę ważną, ale nie ważniejszą niż obraz. Funkcjonują one na równych prawach, a to najbardziej lubię w książeczkach dla maluszków. Zdecydowanie polecam rodzicom już nawet kilkumiesięcznych szkrabów. Z moją córką czytamy tę serię od dobrych 3-4 miesięcy (obecnie ma 8,5), a teraz sama potrafi już obrócić stronę! Nauka nie idzie w las 🙂

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Mały, mały smyk

Autor: Lotta Olsson, Charlotte Ramel

Wydawnictwo: Zakamarki