Przyznaję, że przygarnęłam tę książkę do naszej domowej biblioteczki bardziej ze względu na męża, który jest pasjonatem historii, zwłaszcza tej dotyczących drugiej wojny światowej. I choć początkowo przeraziłam się nieco, widząc na żywo gabaryty tej publikacji, to mimo ograniczonej wiedzy w tym temacie postanowiłam zmierzyć się z nią – od deski do deski.

Być może w tym momencie wyjdę na ignorantkę, ale nazwisko Alfreda Rosenberga nic mi wcześniej nie mówiło. Co innego Himmler czy Goebbels, ale Rosenberg osnuty był dla mnie mgiełką tajemniczości aż do chwili, gdy sięgnęłam po książkę Roberta K. Wittmana i Davida Kinney’a. Podtytuł zapowiadał ciekawą lekturę, w końcu kto nie chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o człowieku, który stworzył Hitlera. Rosenberg towarzyszył Hitlerowi niemal od początku jego dążenia do władzy i odegrał w jego późniejszych działaniach bardzo istotną rolę. Nic więc dziwnego, że opasły, ponad 500-stronicowy dziennik, który zawierał zapiski z dekady obejmującej lata 1934-1944, stał się celem wielu osób. Ciekawe są zarówno okoliczności jego odnalezienia – naznaczone piętnem samobójczej śmierci, jak również dalsze losy.

Odnośnie do samej publikacji – choć zaznaczam, że piszę z perspektywy raczej historycznego laika – autorzy dużo tłumaczą, więc mimo braków informacyjnych nadążałam za wydarzeniami, które są przedstawione w książce. Narracja jest płynna, choć momentami ciągnie się dla Czytelnika, przedstawiając jak dla mnie aż zbyt dużo szczegółów. Aby ocenić ją pod kątem merytorycznym co ważniejsze fragmenty czytałam mężowi na głos, aby zasięgnąć jego bardziej fachowej opinii. Wszystko wydaje się być w tym względzie w porządku, zasłyszane informacje ocenił pozytywnie pod względem ciekawości i stopnia uszczegółowienia (z czym ja miałam problem). Mój zarzut dotyczy natomiast czcionki niemal mikroskopijnych rozmiarów, co znacznie wydłużyło czas czytania. Mogłam w dodatku robić to tylko przy dziennym świetle, wieczorami moje oczy stanowczo protestowały. Z drugiej strony rozumiem także, że na zamieszczenie takiej ilości informacji potrzebowano i tak prawie pięciuset stron i aż boję się pomyśleć, ile byłoby ich w przypadku większej czcionki.

Dziennik diabła” to publikacja skierowana przede wszystkim do pasjonatów tematu, takich właśnie jak mój ślubny. Mój przykład pokazuje jednak, że także ktoś o raczej przeciętnej wiedzy historycznej może się z nią zmierzyć, choć pewnie bez przyspieszonego bicia serca, za to z satysfakcją, że dowiedział się czegoś nowego. Na pewno ciekawa nowość na rynku wydawniczym.

Moja ocena: 7,5/10

Tytuł: Dziennik diabła

Autor: David Kinney, Robert K. Wittman

Wydawnictwo: Znak

Stron: 480