Zastanawialiście się kiedyś, czy istnieje granica wiekowa, po przekroczeniu której człowiek robi się za stary na bajki? Osobiście należę do grupy osób twierdzących, że takiego wieku nie ma, bo każdy jest dobry, aby wybrać się w sentymentalną podróż do czasów własnego dzieciństwa, sięgając po ulubione książki z tamtego okresu lub zupełnie odwrotnie – zobaczyć, co w trawie piszczy wśród nowości na rynku literatury dziecięcej. Uwielbiam pielęgnować w sobie moje wewnętrzne dziecko, które uważam za bardzo istotny składnik własnej osobowości. I chciałabym wierzyć, że o tej części siebie pamięta każdy z nas. Niestety, moja wiara niejednokrotnie jest wystawiana na ciężką próbę.

Brandon, główny bohater książki, jak większość dzieci ma swoją ulubioną bajkę. Pewnego dnia słyszy jednak słowa swojego taty, który mówi, że bajki nie są prawdziwe, a te wszystkie powieści to jedynie kłamstwa chętnie opowiadane naiwnym dzieciom. Pod wpływem wstrząsu wywołanego tymi okrutnymi oskarżeniami chłopiec rwie na strzępy książkę, którą otrzymał kiedyś od babci w prezencie. Jakie musi być jego zdziwienie, gdy następnego dnia odkrywa, że publikacja znajduje się na powrót w jego pokoju w stanie nienaruszonym. To chyba czary.
Okazuje się, że Brandon został wybrany, aby pomóc bohaterom ukochanej bajki w uratowaniu opowieści, o których nikt już nie pamięta. Piękna idea? Ja też tak sądzę. Podobnie jak budujące przesłanie, które znajdziemy w książce.

Osobiście wolałabym, aby wszystko działo się na naszym rodzimym podwórku, a Brandon był Bartkiem, Błażejem czy nawet Bonifacym. Ale to już bardzo subiektywne odczucie, które nie wpływa na moją ocenę. Ogólnie szybka i przyjemna lektura, która może się spodobać młodym Czytelnikom.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Małe czary

Autor: Magdalena Fabich

Wydawnictwo: Novae Res

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu Novae Res!