Pewnie część z Was już wie, że jestem mamą kilkumiesięcznej Zosi, bo też lubię się tym faktem chwalić przy każdej nadarzającej się okazji. W końcu udało mi się to moje dziecię i nieskromnie powiem, że wdało się w matkę, przynajmniej pod względem swojej emocjonalności. Zocha w każde uczucie wkłada sto procent siebie – jak się cieszy, to uśmiechają się twarze nawet obcych, mijanych osób, a jak płacze, to dom zaczyna drżeć w posadach. I to moje kochane dziecię, również jak mama, od małego ukochało książki. Doprawdy rozkoszny to widok, kiedy taki malec wyciąga łapki w kierunku tego, co wspólnie czytamy i oglądamy, a czasem nawet książeczki przytula.

Wyszliśmy już co prawda poza etap czarno-białych kart kontrastowych, ale Zosia wciąż uwielbia intensywne kolory, a najbardziej chyba żółty – potrafi się cieszyć do słonecznie żółtej ściany w domu szwagierki i niepotrzebne jej wtedy żadne zabawki. Książeczka „Zwierzaki maluszka” posiada właśnie takie, intensywne w odcieniach, grube, tekturowe strony z różnymi zwierzakami, a raczej ich kształtami. Żadnych napisów i innych rzeczy odciągających uwagę od tego, co pierwszoplanowe – kształt i kolor. W końcu od objaśniania jest rodzic, który na podstawie obrazków może snuć dowolną opowieść, za każdym razem inną i zawsze ciekawą dla maluszka, który  uwielbia w tym wieku słuchać głosu rodziców.

Jestem bardzo na tak dla obcowania z książkami już od pierwszych miesięcy życia. Zosi czytałam już wtedy, gdy była w brzuszku. Zacznijmy od takich właśnie prostych publikacji, by następnie dołączać coraz więcej elementów i szczegółów. Rozbudzajmy ciekawość książek i miłość do nich już na starcie, a istnieje duża szansa, że wyrośnie nam w domu kolejne pokolenie Czytelników.

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Zwierzaki Maluszka

Wydawnictwo: Martel

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu MARTEL!