Oto genialny przykład na to, jak kilka stron potrafi całkowicie odmienić odbiór książki. „Dwadzieścia minut do szczęścia” – muszę przyznać, że bardzo wdzięczny tytuł, który od razu zapowiada dużo emocji z gatunku tych wyciskających łzy, a że takie lubię najbardziej, ochoczo sięgnęłam po książkę Katarzyny Mak.

I owszem, fabuła mnie wciągnęła, bo też główne bohaterki książek tego rodzaju są najczęściej nauczycielkami, bibliotekarkami albo wręcz odwrotnie – kobietami sukcesu pnącymi się po szczeblach kariery w międzynarodowych korporacjach. Niezbyt często można jednak spotkać takie, które wybrały studia pod kątem późniejszej pracy w agrobiznesie. No i nie każda z pierwszoplanowych postaci odbiera poród małego źrebaczka. Tak, pomysł na książkę ciekawy i oryginalny.

Ale przez dłuższy czas nie mogłam nic poradzić na to, że irytowała mnie właśnie główna bohaterka o bardzo ładnym imieniu Michalina. A to nadmiarem koloru różowego, którego po prostu nie lubię, a to dziecinnym kaskiem w biedronki, to znów infantylnym zachowaniem i postawą wobec świata mówiącą, że dziewczyna przeprasza, że żyje. Sporo się tego nazbierało i kiedy już myślałam, że przyjemne wrażenie całości na dobre popsuje mi właśnie Miśka, autorka uchyliła przed Czytelnikiem rąbka tajemnicy dotyczącej jej przeszłości. To wystarczyło, by przywrócić mnie na właściwy tor lektury, pełen zaciekawienia i niemożności doczekania się, co będzie dalej.

Dużo rzeczy udało mi się przewidzieć, ale tyczy się to raczej początków książki oraz uczucia, którego nie może zabraknąć w literaturze kobiecej. Później okazało się, że wiele potrafi mnie także zaskoczyć. W tym pozytywnym sensie, bo znalazłam tutaj wydarzenia tak przejmujące, że aż na chwilę się przy nich zatrzymywałam. Ogólnie przyjemna lektura, którą pochłania się bardzo szybko. Jeśli będę miała okazję, chętnie sięgnę po kolejne książki tej autorki.

Moja ocena: 7,5/10

Tytuł: Dwadzieścia minut do szczęścia

Autor: Katarzyna Mak

Wydawnictwo: Novae Res

Stron: 191

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu Novae Res!