To nie będzie zwyczajna recenzja, bo też nie dotyczy zwyczajnej książki. Mowa w końcu o „Wichrowych wzgórzach”. Kiedy ponad rok temu tworzyłam listę utworów, które mnie ukształtowały, dzieło Emily Brontë (albo i nie) zajęło w niej zaszczytne drugie miejsce, ustępując jedynie „Martinowi Edenowi”. Pisałam wtedy, że:

„Nie jestem odporna na miłość. Może nawet mam w sobie coś z masochistki, ale ja po prostu nie mogę się oprzeć uczuciu Heathcliffa do Katy. Konia z rzędem temu, kto znajdzie historię miłosną, która zrobi na mnie większe wrażenie. Heathcliff nie jest ideałem, nawet się do niego nie zbliża, ale jego pasja sprawia, że naprawdę mam to gdzieś”.

Dziś, bogatsza o wiele nowych doświadczeń, zwłaszcza w sferze uczuciowej, stwierdzam, że nic się nie zmieniło. Dalej tkwię urzeczona uczuciem Heathcliffa, czasem łapiąc się na naiwnych myślach, że jestem ciekawa, czy mój mąż kocha mnie tak, jak Heathcliff Katarzynę, mimo że w tym roku stuknie mi już trzydziestka!

Pisanie o czym jest ta książka, nie ma większego sensu. Ci, którzy czytali, wiedzą, że żadne słowa nie oddadzą w pełni jej geniuszu. Ci, którzy nie czytali, niech szybko to nadrobią, zanim ktoś popsuje im całą zabawę, streszczając fabułę. Zamiast tego napiszę, dlaczego ja ubóstwiam tę powieść niezmiennie od lat i dlaczego według mnie ta książka powinna znaleźć się na półce każdego Czytelnika, zwłaszcza płci żeńskiej.

„Wichrowe wzgórza” to książka, która…

… opowiada o miłości pełnej pasji i namiętności, choć takiej, co jej daleko do ideału (nie jest słodko i romantycznie, ale za to… prawdziwie),

… wzrusza mnie do łez za każdym razem, gdy po nią sięgam, a musicie wiedzieć, że rzadko płaczę przy lekturze,

… jest najczęściej wybieranym przeze mnie prezentem dla innych Czytelników i osób, u których chcę zaszczepić pasję czytania,

… została przepięknie wydana przez Wydawnictwo MG i jest najpiękniejszym z wydań, które posiadam na półce (mam nadzieję, że powstanie cała kolekcja z tą szatą graficzną!),

… posiada najbardziej przejmujące cytaty, z jakimi się do tej pory spotkałam. Oceńcie sami:

„Przewodnią myślą mojego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego”

„Katarzyno Earnshaw, obyś nie zaznała spoczynku tak długo, jak ja żyję. Powiedziałaś, że cię zabiłem, stań się więc nawiedzającym mnie upiorem. Duchy zamordowanych prześladują po śmierci zabójców. Ja wierzę, ja wiem, że upiory chodzą po ziemi. Pozostań przy mnie na zawsze – przybierz, jaką chcesz, postać – doprowadź mnie do obłędu, tylko nie zostawiaj mnie samego w tej otchłani, gdzie nie mogę cię znaleźć! O Boże! To się nie da wypowiedzieć! Nie mogę żyć bez mego życia. Nie mogę żyć bez mojej duszy!”

„Moją krzywdę przebaczam. Kocham ciebie, choć mnie zabijasz, lecz czy mogę przebaczyć ci to, że zabijasz siebie?”

„Nie można go kochać tak jak mnie; jakże ona może kochać w nim to, czego w nim nie ma?”

„Dumni ludzie ściągają na siebie wielkie zmartwienia”

„Taki człowiek kocha i nienawidzi w tajemnicy, a wzajemność w miłości czy nienawiści uważałby za impertynencję”.

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Wichrowe wzgórza

Autor: Emily Brontë

Wydawnictwo: MG

Stron: 448

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu MG!