Moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Szafrańskiej miało miejsce przy okazji „Grzechu pierworodnego” i mimo że nastoletni bohaterowie muszą być naprawdę ciekawi i nietendencyjni, aby trafić w mój gust, było to spotkanie udane. Kiedy więc pojawiła się opcja zrecenzowania „Dziewczyny ze złotej klatki”, z chęcią na to przystałam. I niemal od razu spotkało mnie zaskoczenie – jeśli zakładałam, że od książki nie będę się mogła oderwać, a bohaterów pokocham już od pierwszych stron, to…byłam w błędzie. Bo te pierwsze strony wcale nie zapowiadały, że mam przed sobą osoby pokroju Nel i Gilberta. Już wyjaśniam dlaczego.

Amelia Raczyńska to dziewczyna z bardziej niż lepszego domu, raczej z tych z najwyższej półki. Córka posła, biznesmena i byłej artystki. Chodząca do najlepszej szkoły, jeżdżąca limuzyną z własnym szoferem i szafami pełnymi ubrań od światowej klasy projektantów. Wydawałoby się, że dziewczyna ma wszystko. Prawda okazuje się bardziej skomplikowana i brutalna. Eli, bo tak nazywają Amelię przyjaciółki, ma wszystko poza dwiema najważniejszymi rzeczami – miłością i prawem wyboru. Równie dobrze opis jej życia mógłby brzmieć tak:

Córka posła, biznesmena, którego wiecznie nie ma w domu i byłej artystki, kobiety zimnej, wyniosłej i wyrachowanej. Chodząca do najlepszej szkoły, w której na każdym kroku czają się ochroniarze, przypominający, że nie jest normalną nastolatką. Z szafami pełnymi ubrań od światowej klasy projektantów, które chętnie wymieniłaby na przetarte dżinsy i koszulę w kratę. Niestety, w jej świecie jest to niemożliwe. Życie osiemnastoletniej Amelii Raczyńskiej jest pod ścisłym nadzorem i zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach, włącznie z…wyborem męża. Tak jest – witajcie w świecie bogaczy. W świecie, w którym uczucia nie grają roli.

Pod względem fabuły nie brzmi to źle, prawda? Powiedziałabym, że nawet ciekawie. Dlaczego zatem coś na początku mi nie grało? Bo czytając o losach dziewczyny ze złotej klatki, miałam wrażenie, że mam przed sobą bierną amebę, a nie młodą kobietę z krwi i kości, masochistkę, która nawet nie próbuje zawalczyć o swoje, wciąż tylko przyjmując do wiadomości decyzje innych. Miałam ochotę porządnie nią potrząsnąć i krzyczeć – dziewczyno, walcz o swoje!  I w pewnym momencie to się stało, zupełnie jakby główna bohaterka usłyszała moje wołanie i dostrzegła fakt, że jest jednostką autonomiczną, zdolną do samodzielnego myślenia i podejmowania działań. Tak więc moje przekonanie się do pierwszoplanowej postaci to był proces.

Co innego on – klasyczny bad boy, z papierosem w jednej ręce, puszką piwa w drugiej. Z wianuszkiem dziewcząt wokół. I mimo, że to Amelia była w powieści tą postacią niesztampową, to jakoś do Roberta człowiek zapałał większą sympatią. Może przez to, że pełen wad był bardziej autentyczny? A może po prostu odezwała się we mnie typowa ponoć dla kobiet skłonność ku niepokornym osobnikom płci męskiej? Nie mam pojęcia. Tak czy inaczej, jeśli sądzicie, że znacie już ciąg dalszy, który przebiegnie w schemacie: poznali się, zakochali i żyli długo i szczęśliwie, to wasze myśli biegną w złym kierunku. W życiu naszych bohaterów wiele się wydarzy na kartach ponad 400-stronicowej powieści.

Autorka stworzyła także ciekawe kreacje bohaterów drugoplanowych, a decyzje podejmowane przez „młodych gniewnych” niejednokrotnie są trudne do jednoznacznej oceny. To sprawia, że książka jest nieoczywista, a to duża zaleta na rynku pełnym przewidywalnych fabuł i zakończeń. Dlatego też warto doceniać coś, co się na tym tle wyróżnia, a taką książką z pewnością jest „Dziewczyna ze złotej klatki”.

Dla kogo zatem przeznaczona jest powieść Anny Szafrańskiej? Na pewno dla miłośników literatury New Adult, ale też dla starszych Czytelników, dla których obyczajówki stanowią chleb powszedni. Przede wszystkim dla kobiet, ale może znajdzie się wśród czytelniczej braci także jakiś rodzynek o romantycznym usposobieniu. Moim zdaniem grono odbiorców jest bardzo szerokie, bo w końcu kto z nas nie lubi czytać „o miłości, która wszystko przetrzyma”?

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Dziewczyna ze złotej klatki

Autor: Anna Szafrańska

Wydawnictwo: Novae Res

Stron: 409

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Portalowi moznaprzeczytac.pl!