O wielu książkach dla dzieci mówi się, że są magiczne. Często jest to związane po prostu z pierwiastkiem magii występującym w nich. Ale jest jeszcze jeden rodzaj publikacji dla najmłodszych, które nazywamy magicznymi i ten właśnie cenię sobie najbardziej. Słowo magiczny możemy tu zastąpić innymi, także oddającymi wyjątkowy nastrój chwili, w której po nie sięgamy. Te słowa to: niezwykłe, genialne, po prostu wybitne. Większość z Was pewnie czytała już „Dziadka do orzechów”, ja postanowiłam wprawić się jego lekturą w nastrój świąteczny trochę wcześniej niż zazwyczaj.

W Wigilię Bożego Narodzenia Klara, Fred i Ludwika, trójka sympatycznego rodzeństwa, oczekuje wizyty swojego ojca chrzestnego, który każdego roku zachwyca ich prezentami zrobionymi własnymi rękoma. Nie inaczej było tym razem, jednak na młodszej z sióstr, Klarze, najbardziej do gustu przypada drewniana figurka pokracznego dziadka do orzechów. Ojciec chrzestny, widząc zainteresowanie dziewczynki komiczną postacią, opowiada dzieciom historię rodziny dziadunia o brzydkiej twarzy, nie szczędząc szczegółów, skąd owa brzydota się wzięła. Od tej pory Klara jeszcze troskliwiej opiekuje się nim, a jednocześnie odkrywa, że opowieść chrzestnego mogła mieć więcej wspólnego z rzeczywistością, niż wydaje się dorosłym…

Uwielbiam Dziadunia do orzechów – uwielbiałam go w dzieciństwie i uwielbiam go teraz. Za jego ponadczasowość (bajka ma już ponad 200 lat!), za wartości, które niesie, za altruistyczną postać Klary i jej odważnego, drewnianego ulubieńca. Za narrację, w której autor zwraca się bezpośrednio do drogiego Czytelnika. Po prostu za całokształt. „Dziadek do orzechów” to klasyk, którego nie powinno zabraknąć na półce w żadnym pokoju dziecięcym.

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Dziadek do orzechów

Autor: E.T.A. Hoffmann

Wydawnictwo: MG

Stron: 192

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu MG!