Nieczęsto wybieram opowiadania jako swoją lekturę. Chyba po prostu mam tendencję do przywiązywania się do bohaterów, a krótkie formy literackie mają to do siebie, że jeszcze dobrze nie „wgryzę” się w  fabułę, a ona już dobiega końca. Chcąc uniknąć poirytowania, zazwyczaj unikam ich źródła, ale tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Dlaczego? Być może dałam się skusić tytułowi, który kompletnie nie sugeruje, z czym mamy do czynienia. Może sprawiła to okładka przywodząca na myśl ubóstwiane za młodu horrory. Nie wiem. W każdym razie zbiór opowiadań Agnieszki Czachor w końcu trafił w moje ręce.

W książce znajdziemy dziewięć tekstów o różnej tematyce, które łączy jednak wspólny motyw – dotyczą rzeczy niewytłumaczalnych. Jedni z Was zapewne uśmiechną się pod nosem na wieść o tym, że spotkają tutaj chociażby szklane ptaki, szamanów czy szeptuchę. Innym jednak zaczną drżeć ręce. Tym drugim radzę – nie popełniajcie mojego błędu i nie czytajcie tego nocą! Autorka stworzyła w swoich utworach klimat trudny do nazwania – jest tam tajemnica i mrok, niedopowiedzenia, które jednak podsuwają wyobraźni ciąg dalszy. Jedne chwytają za serce (na przykład, gdy czytamy o aniołach ratujących życia w szpitalu), inne sprawiają, że człowiek od razu wstaje i idzie zapalić światło, by nie dać się wciągnąć ciemności w zabawę w strach. Wszystkie jakby hipnotyzujące – czas, kiedy lubiłam się bać już dawno minął, a jednak uparcie czytałam do końca, wiedząc, że ten strach przyjdzie.

Przyznaję, że trudno było mi ocenić tę książkę, bo rzadko sięgam po publikacje tego rodzaju. Doceniam warsztat autorki, umiejętność budowania napięcia i tworzenia mrocznego klimatu, przez który ciarki przechodzą po plecach. Mogę nawet napisać, że mi się podobało, a skoro podobało się mnie – romantycznej duszyczce zwykle zaczytanej w klasykach, spodoba się także miłośnikom literatury z nutką grozy.

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Świerszcze wybielone na kość

Autor: Agnieszka Czachor

Wydawnictwo: Kontrarianie

Stron: 156