Zaliczyć mnie obecnie w poczet kibiców Realu, byłoby dużym nadużyciem, niemniej kilkanaście lat temu był okres, kiedy zapałałam do tego klubu sympatią. Był to rok 2003. Uśmiechnęłam się, gdy już w pierwszych rozdziałach książki Leszka Orłowskiego przeczytałam, że padłam łupem niecnego planu Florentino Pereza, by podebrać fanów Manchesteru United, ściągając do Madrytu Davida Beckhama. Sympatycy Barcelony byli w końcu nie do ruszenia, a United miało kibiców w niemal każdej części Europy. W moim przypadku zadziałało, choć miłość ta była krótka i burzliwa – skończyła się wraz z posadzeniem Becksa po raz pierwszy na ławce. Być może na to zasługiwał, jako piętnastoletnia dziewczyna mogłam nie być obiektywna, jednak po latach muszę przyznać, że pod względem marketingowym był to strzał w dziesiątkę.

Później era Galacticos kojarzyła mi się tylko z marnotrawieniem wielkich talentów. Nie jest sztuką ściąganie samych gwiazd, jeśli mają one później jedynie straszyć rywala z poziomu ławki rezerwowych. Nawet najlepszy piłkarz, aby utrzymać prezentowany poziom, potrzebuje regularnej gry, a nie wpływów na konto. A kolejni galaktyczni spychali do rezerw naprawdę dobrych zawodników. Charyzmatyczny Flo być może w pewnym momencie uświadomił sobie, że po boisku nie powinno biegać w tym samym momencie zbyt wiele talentu, bo zwykle z dużym talentem idą w parze nie mniejsza ambicja i indywidualizm. Teoretycznie nic w tym złego, praktycznie – może to zabić ducha zespołu. Prezes Realu nie należy jednak do osób potrafiących przyznać się do błędu, kiedy raz obierze jakąś drogę, z determinacją będzie szedł dalej, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że na końcu czeka go ślepa uliczka. Galaktyczny projekt trwał więc w najlepsze, a liczba przygasłych talentów wciąż rosła.

Leszek Orłowski podszedł do tematu Galacticos w sposób najlepszy z możliwych – udała mu się trudna sztuka połączenia obiektywizmu z subiektywną oceną poczynań Florentino Pereza przez kilkanaście lat jego rządów w Realu. Orłowski dostrzega zarówno plusy, jak i minusy galaktycznej polityki transferowej Los Blancos, każdy z transferów rozkładając na czynniki pierwsze i przytaczając mnóstwo anegdot związanych z każdym z nich. A tych, możecie wierzyć, nie brakowało. Wspólnie z autorem przebrniecie przez wzloty i upadki madryckiego giganta, poznacie kulisy przybycia na Santiago Bernabéu największych gwiazd światowego futbolu – od zdrady Luísa Figo, przez czarny pijar José Mourinho, po zdającą się nie mieć końca erę CR7.

Publikacja zdecydowanie warta polecenia. Dla madridistas będzie to wspaniały powrót do wspomnień, a dzięki temu, że autor nie patrzy na madryckie realia w sposób bezkrytyczny, książka znajdzie uznanie także w oczach pozostałych miłośników piłki nożnej.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Real Madryt. Królewska era Galacticos

Autor: Leszek Orłowski

Wydawnictwo: SQN

Stron: 480

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu SQN!