Szczęśliwie są w świecie literatury takie nazwiska, których Czytelnik jest pewien. Nieważne, po którą z książek tego ulubionego autora sięgnie, ma pewność, że się nie zawiedzie, że nawet jeśli dany utwór nie zachwyci aż tak jak poprzednie, to nadal będzie trzymał odpowiednio wysoki poziom. Dla mnie takim nazwiskiem jest Brontë. Nieistotne czy talentem pisarskim obdarzone były wszystkie siostry, czy też pisali jedynie Charlotte i jej brat. Napis Brontë na okładce jest dla mnie gwarancją, że książka, którą trzymam w rękach, będzie dla mnie źródłem wielu radości i wzruszeń. Nie inaczej było z pięknie wydanym w ostatnim czasie Villette.

Lucy Snowe poznajemy, kiedy jako młoda dziewczyna znajduje się pod opieką swojej matki chrzestnej – pani Bretton. Już od najmłodszych lat naszą bohaterkę cechuje opanowanie i nieuleganie gwałtownym emocjom, które to cechy będą jej towarzyszyć przez całe życie. Nie rozumie ona zatem i bynajmniej nie pochwala skłonności do bycia nadmiernie wrażliwą malutkiej, sześcioletniej Polly, która wskutek choroby ojca również trafia tymczasowo pod dach Brettonów. Czytelnika jednak osoba małej, wdzięcznej Pauliny urzeknie do tego stopnia, że gdy zniknie ona z pola widzenia na dłużej, z niecierpliwością będzie wypatrywał on chwili, gdy ponownie wkroczy na scenę. Tak było ze mną, tak będzie też z wieloma, którzy sięgną po tę książkę. Trudno o bardziej uroczą i zaskarbiającą sympatię czytających postać.

W dorosłym życiu Lucy Snowe, jako niezamożna kobieta bez perspektyw na jakikolwiek spadek, musi wziąć życie w swoje ręce i nimi zarobić na utrzymanie. Pełna obaw, ale też determinacji wyrusza do francuskiego miasteczka Villette, gdzie obejmuje posadę nauczycielki języka angielskiego na pensji Madame Beck. To tutaj na prawie siedmiuset stronach przepięknej historii rodzą się w Lucy uczucia i emocje, o jakie nigdy by się nie podejrzewała.

Uwielbiam ten sposób narracji, w którym bohaterka zwraca się bezpośrednio do Czytelnika, snując swoją opowieść. Uwielbiam obszerne i barwne opisy, dzięki którym można niemal dotknąć wszystkiego, co otacza książkowe postaci. Nie istnieje chyba nic w twórczości rodzeństwa Brontë, o czym nie mogłabym z czystym sumieniem powiedzieć, że to uwielbiam. Czy polecam? Pytanie retoryczne. Nie muszę zresztą polecać, taka twórczość broni i poleca się sama. Moja kolekcja książek rodzeństwa Brontë wciąż puchnie i jest jedną z tych, z których dumna jestem najbardziej.

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Villette

Autor: Charlotte Brontë

Wydawnictwo: MG

Stron: 688

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu MG!