Po „Wiośnie życia” przyszła pora na lekturę następnej książki  Artura Kosiorowskiego, w której autor po raz kolejny zabiera nas w podróż po swoim życiu. Zmienia się okres, którego dotyczy opowieść, zmieniają postaci drugoplanowe, jedyne, co jest niezmienne to główny bohater i jego skłonności do autodestrukcji.

Biorąc pod uwagę, że jest to utwór autobiograficzny, momentami Czytelnik może czuć się zdezorientowany tym swego rodzaju ekshibicjonizmem autora. Z czasem sam już nie wie, czy jest to postawa pełna odwagi i godna podziwu, czy zgubna chęć do pielęgnowania w sobie tych przeżyć. Bo główny bohater to postać pełna sprzeczności – zmęczona cierpieniem, udręczona dotychczasowym życiem, a jednocześnie masochistycznie do niego powracająca, dążąca za wszelką cenę do wyrwania się ze schematów nudnego, prozaicznego życia. Niechęć do ukorzenia się przed Systemem produkującym bezbarwnych obywateli jest tak wielka, że z czasem zamienia się w obsesję.

Autor nie szczędzi przy tym autoironii. Opisując okres swojego życia, którego dotyczy książka, uważa się za Poetę, jednostkę wybitną, geniusza stojącego w hierarchii społecznej wyżej niż przeciętni zjadacze chleba, a jednocześnie przyznaje, że nie robił nic, aby tym wielkim twórcą rzeczywiście się stać. Może poza jednym wyjątkiem – marząc o roli poety wyklętego, wzorując się na Rafale Wojaczku, żyje życiem outsidera izolującego się od otoczenia. Tworzenie nie jest mu wtedy potrzebne, by czuć się twórcą.

„Byłem geniuszem” pod względem narracji przemawia do mnie bardziej niż „Wiosna życia”. Poza opisami, czasem przedziwnych, zdarzeń znajdziemy tu także fragmenty dzienników autora i – co w moim odczuciu najciekawsze – dużo autorefleksji i opisów przeżyć wewnętrznych. Wydaje się, że główny bohater jest już o wiele bardziej świadomy pułapek, w które wpada, wciąż jednak nie wie, jak temu zapobiegać i…czy w ogóle tego chce. Zwłaszcza, że akcja dzieje się w czasie, kiedy schizofrenia paranoidalna, choroba, na którą cierpi, zdaje się osiągać apogeum…

To lektura trudna ze względu na świadomość Czytelnika, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. O wiele łatwiej byłoby czytać o losach fikcyjnej postaci, chociaż sądzę, że spisanie tych wspomnień pełni także funkcję terapeutyczną. Tak czy inaczej, liczy się jedno – skoro ta książka powstała, to znaczy, że autor w końcu osiągnął swój cel – stał się twórcą.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Byłem geniuszem, czyli z tego, co pamięta Winston Smith

Autor: Artur Kosiorowski

Wydawnictwo: Sowa Sp. z o.o.

Stron: 169

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Autorowi!