Humor to podstawa w książkach dla dzieci. A już najlepiej humor z elementami zaskoczenia, kiedy maluchowi cały czas wydaje się, że tym razem na pewno wie, co się w historii wydarzy i… po raz kolejny dał się wyprowadzić w pole autorowi. Jeśli narracja poprowadzona jest w odpowiedni sposób, nie rodzi to frustracji, ale powoduje salwy śmiechu.

To moje drugie spotkanie ze słoniem Leonem i świnką Malwinką. Poprzednim razem było o przyjaźni i w tej części również jest to motyw przewodni, choć przekonujemy się o tym dopiero pod koniec opowieści. Jak sugeruje tytuł, Leon pechowo złamał trąbę, a Malwinka nie byłaby sobą, gdyby nie zasypała go gradem pytań o to, w jaki sposób to się stało. Takie to już ciekawskie, acz sympatyczne stworzenie.

Malwinka przy kolejnych fragmentach opowieści swojego przyjaciela raz po raz przerywa mu, będąc pewną, że tym razem już na pewno zna rozwiązanie zagadki, ale… po raz kolejny nie ma racji. Zupełnie jak dzieci, z którymi czyta się tę książeczkę. Kiedy w końcu pozwala Leonowi dokończyć historię nieprzyjemnego wypadku, okazuje się, że w życiu by na to sama nie wpadła. Czasem dobrze jest pozwolić komuś mówić, bez przerywania, po prostu uważnie słuchając. Chociaż ta sztuka dla małych, niecierpliwych Czytelników wcale nie jest prosta.

Ciepła opowieść o magii przyjaźni między dwojgiem zupełnie różnych bohaterów. Z zaskakującym zakończeniem i dostosowanym do wieku docelowego Czytelnika poczuciem humoru. Mimo że – jak wynika z mojej metryki – nie jestem targetem dla książek tego autora, uśmiecham się do przygód Malwinki i Leona, których sama polubiłam.

Moja ocena: 8/10

Tytuł: Złamałem trąbę!

Autor: Mo Willems

Wydawnictwo: Babaryba

Stron: 57

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu Babaryba!