Czasem spotyka się w swoim życiu takie książki, przy których trzeba się dłużej zastanowić, zanim wyrazi się swoją opinię. I dobrze, że robi się to już na koniec, po skończonej lekturze, bo w trakcie czytania mogłaby ona być różna, a w zasadzie mogłoby ich być po prostu kilka. Tak właśnie się czułam, czytając „Pierwszy dotyk” Laurelin Paige. Miewałam momenty, kiedy myślałam, że ten rodzaj literatury nie jest dla mnie, by za chwilę stwierdzić, że muszę wiedzieć, co wydarzy się dalej. I muszę to wiedzieć natychmiast.

Emily to kobieta, która postanawia skończyć ze swoim przeszłym, dalekim od ideału życiem, w którym była utrzymanką wielu mężczyzn o zasobnym portfelu i równie nieograniczonej skłonności do perwersji. Żywot ten wiodła ze swoją najlepszą przyjaciółką Amber, z którą rozdzielił ją zbieg traumatycznych okoliczności. Wydaje się, że Emily pokonała własne demony i zaczęła wieść pozornie normalne życie. Do dnia, w którym odsłuchuje wiadomość od Amber, a w niej zaszyfrowane wołanie o pomoc. Odnalezienie przyjaciółki, żywej lub martwej, graniczy z cudem, biorąc pod uwagę towarzystwo, jakim zaczęła się ona otaczać…

Zacznę od tego, że dla mnie osobiście w książce było za dużo erotyki, a raczej erotyki w zbyt mocnym wydaniu, które momentami przyprawiało mnie o zawrót głowy. Zdaję sobie jednak sprawę, że są osoby lubujące się w takim gatunku literatury i dla nich sceny erotyczne nie będą są wydawały przesadzone. Ba, będą stanowić wartość dodaną do książki.

I to chyba jedyny „zarzut” (a raczej preferencja czytelnicza), jaki mogę postawić autorce. Bo fabuła „Pierwszego dotyku” wciągnęła mnie do tego stopnia, że ponad pięćset stron przeczytałam w dwa dni. Chciałam wiedzieć, co stało się z Amber i do czego jest w stanie posunąć się jej przyjaciółka, aby rozgryźć tę zagadkę. Patrzyłam na przemianę, jaka dokonuje się w jednym z głównych bohaterów i zastanawiałam się, co będzie, gdy prawda wyjdzie na jaw. A kiedy już akcja na chwilę się uspokoiła i sądziłam, że jestem w stanie przewidzieć, co stanie się dalej, przyszło zakończenie. Tak zaskakujące, że nie powstydziłby się go żaden autor. Dawno nie zdenerwował mnie tak napis „KONIEC TOMU PIERWSZEGO”.

Podsumowując, „Pierwszy dotyk” to książka, którą warto polecić przede wszystkim zwolennikom literatury kobiecej podszytej dużą dawką erotyzmu w naprawdę mocnym wydaniu. Dla mnie natomiast najistotniejszy okazał się wątek kryminalno-detektywistyczny i zakończenie, którego zupełnie się nie spodziewałam. I właśnie to sprawia, że chętnie sięgnę po kolejne części cyklu. Przerwanie akcji utworu w takim momencie było ze strony autorki z jednej strony bezduszne, z drugiej jednak sensowne. Dzięki temu nawet Czytelnicy zadowoleni z lektury tylko połowicznie zechcą sięgnąć po tom drugi. A choćby nawet nie chcieli, to marne szanse, że zdołają się powstrzymać. Biorąc pod uwagę popularność, jaką cieszy się w ostatnim czasie literatura erotyczna, to może być bestseller.

Moja ocena: 7/10

Tytuł: Pierwszy dotyk

Autor: Laurelin Paige

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Stron: 538

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Księgarni TaniaKsiążka.pl!