Po skończonej lekturze muszę stwierdzić, że w ostatnich miesiącach byłam czytelniczą szczęściarą i dokonywałam na tej płaszczyźnie jedynie słusznych wyborów, wyławiając literackie perełki i unikając intuicyjnie książek przeciętnych. Niestety, każda passa, dobra czy zła, musi się kiedyś skończyć. „Dziewczęta i kobiety” były dla mnie właśnie takim zimnym prysznicem, niebudzącym większych emocji przeciętniakiem i jednocześnie zaskoczeniem – wydawało mi się, że „Literacka Nagroda Nobla 2013” jest wskazówką, że warto sięgnąć po propozycję Alice Munro.

Trochę konkretów. Del to młoda dziewczyna, która jeśli czymś się wyróżnia na tle rówieśników, to ponadprzeciętną pamięcią i chęcią do nauki. Mimo wszystko, poza książkami, ciągnie ją też do rzeczy zakazanych, czasem wątpliwych pod względem moralnym i pogardzanych przez matkę emancypantkę, która pragnie dla córki wybitnych osiągnięć i niezależności, zwłaszcza od mężczyzn. Tak więc poznajemy Del w jej środowisku, w domu, szkole i wśród przyjaciół, choć autorka zdecydowany nacisk położyła na ich żeńską część.

Być może to właśnie ta zbyt daleko posunięta feminizacja powieści była dla mnie problemem. Może potrzebowałam równie silnych charakterów męskich i wtedy fabuła nie trąciłaby dla mnie monotonią. Czułam się trochę tak, jakby narratorka (Del) mówiła o emocjach bez emocji, o targających nią namiętnościach w sposób zbyt mało uczuciowy, zbyt spokojny. I choć pod innymi względami trudno coś książce zarzucić, mnie ten sposób narracji nie porwał.

Nie wykluczam jednak, że sięgnę jeszcze po książki tej autorki, nie chcąc się zrażać do jej twórczości po pierwszym podejściu.

Ulubione cytaty:

„Kobieta traktuje wszystko osobiście, zjawiska interesują ją jedynie wtedy, gdy przekładają się na jej własne doświadczenia, w dziełach sztuki widzi swoje życie lub swoje fantazje”.

Moja ocena: 6/10

Tytuł: Dziewczęta i kobiety

Autor: Alice Munro

Wydawnictwo: W.A.B.

Stron: 384