Lśnienie-księżycaTo, że książka Edith Wharton mi się podobała, nie dziwi mnie wcale. Od pewnego czasu tak właśnie podchodzę do publikacji jej autorstwa – z pewnością, że się na nich nie zawiodę. Wiem, że czasem ta pewność może mi spłatać przykrego figla, ale do tej pory to się nie zdarzyło, a na półce stoi już piękna kolekcja czterech powieści autorki.Twórczość Edith Wharton cenię przede wszystkim za to, że każda jej powieść zaskakuje mnie oryginalnością fabuły. Niby większość z tych przeczytanych przeze mnie do tej pory dotyczy zepsutej arystokracji i jej (nie)obyczajów, a jednak każda jest inna, na swój sposób wyjątkowa. Nie inaczej jest ze „Lśnieniem księżyca”, które wskakuje na najwyższy stopień podium moich „naj” tej autorki, ex aequo z „Ehtanem Frome”.

Susy i Nick to para szlachetnie urodzonych, acz biednych młodych ludzi, którym plany dobrego, tj. opłacalnego zamążpójścia psuje…miłość. Żyjący do tej pory na koszt swoich bogatych przyjaciół postanawiają ulec pokusie i zawrzeć związek małżeński, a jednocześnie niepisany pakt – jeśli któreś z nich znajdzie lepszą partię, druga strona nie będzie robić problemów z rozwodem. Nowożeńcy planują korzystać z gościnności znajomych bogaczy tak długo, jak tylko się da. W końcu koniec przychylności i ofiarności przyjaciół będzie się równał końcowi ich małżeństwa, zawartego przecież z prawdziwego uczucia i przywiązania. Susy i Nick dopiero po ślubie poznają samych siebie i odkrywają, że to, co kiedyś wydawało się normą i oczywistością, teraz coraz częściej budzi wątpliwości natury moralnej i wydaje się być niemożliwym do zaakceptowania.

Dla mnie „Lśnienie księżyca” to książka o prawdach uniwersalnych – że miłość czyni ludzi lepszymi, niż podejrzewali, że mogą być i że tylko małżeństwo zawarte z miłości ma prawdziwą wartość. Reszta to tylko mniej lub bardziej wygodne dodatki. Znalazłam tu dużo humoru, a główni bohaterowie i ich perypetie – pomimo zupełnie odmiennej fabuły – przypominali mi nieśmiertelnych Scarlett O’Harę i Rhetta Butlera. A to znaczy, że nie sposób ich nie polubić.

Książka pochłonęła mnie do tego stopnia, że prawie trzysta stron pochłonęłam w jeden dzień, co ostatnimi czasy nie zdarza mi się zbyt często. Zdecydowanie polecam zwolennikom poprzednich powieści autorki oraz miłośnikom klasyki w stylu „Przeminęło z wiatrem”. Nie rozczarujecie się!

Ulubione cytaty:

„W oszołomieniu próbował rozgryźć zagadkę sentymentalizmu: to, że niezgoda w związku jest wyczerpująca, a zgoda nudna”.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Lśnienie księżyca

Autor: Edith Wharton

Wydawnictwo: MG

Stron: 286

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu MG!

logo MG nowy jpeg