LOGO MG nowePotrzebowałam odpoczynku od nadsyłanych przez Wydawnictwa nowości. Przyszedł taki czas, że to, co nowe na rynku musiało poczekać, ustąpić pierwszeństwa czemuś, co uwielbione zostało już dawno. Nagle zapragnęłam wrócić do klasyki i gdy wiedziona tą myślą spojrzałam na półkę z książkami, od razu wiedziałam, że będzie to Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Po rewelacyjnym „Znachorze” nadeszła pora na jego kontynuację – „Profesora Wilczura”. I chociaż z kontynuacjami często bywa tak, że rozczarowują ze względu na wielkie oczekiwania po części pierwszej, to ten przypadek jest chlubnym wyjątkiem. Autor po raz kolejny zachwycił, nawet bardziej niż się tego spodziewałam.

Profesor Rafał Wilczur odzyskuje pamięć, a wraz z nią wszelkie tytuły i honory należne mu z racji bycia wybitnym chirurgiem. Odzyskuje także posadę i kierownictwo, co nie każdemu oczywiście jest na rękę. Tak jak w „Znachorze” Tadeusz Dołęga-Mostowicz ukazuje Czytelnikowi ludzkość ze wszystkimi jej podłościami, w przeróżnych odmianach. I choć początkowo znów byłam zła na tę niesprawiedliwość, która po raz kolejny spotyka naszego bohatera, to później nawet…cieszyłam się z tego. Gdyby nie wszystkie intrygi snute przeciwko Wilczurowi być może nie powróciłby on nigdy tam, gdzie jego miejsce, tam, gdzie był prawdziwie szczęśliwy – do starego młyna na wsi, do swoich przyjaciół z czasów niedostatku. To było genialne posunięcie ze strony autora, najlepsze, co mógł on zrobić – odesłać „Znachora” tam, skąd przybył, ale tym razem świadomie, z całą paletą jego miłości do ludu i umiejętnościami.

W „Profesorze Wilczurze” pojawiają się nowe postaci, jedne mniej, drugie bardziej charyzmatyczne, inne prawie zanikają i tym samym rozczarowują, jak choćby odnaleziona córka profesora i w tym natłoku nowych bohaterów – zmiennych, poddających się kaprysom losu, tylko jeden pozostaje wciąż taki sam. Tylko jeden, mimo wszystkiego, co go w życiu spotkało, posiada niezłomną wiarę w ludzi i w to, że warto im pomagać. Przyznaję, że postać wykreowana przez Dołęgę-Mostowicza jest jednym z moich ulubionych bohaterów literackich. Wilczura chciałabym więcej i więcej, nigdy mi się nie znudzi. Niestety, części trzeciej nie ma, co nie oznacza, że kończę swoją z Wilczurem przygodę. Będę do niego wracać wciąż od nowa, bo to dla takich postaci czyta się książki po kilka razy.

Ulubiona cytaty:

„Bo tylko czcząc, można kochać”

 „To, co kiedyś mogło się nam wydawać wszechświatem, lat kilka później widzimy jako pyłek i pojąć nie umiemy, dlaczego wówczas ulegliśmy złudzeniu”

 „Prawdziwa miłość, choćby nawet wygasła, pozostaje czymś wielkim”

 „Nie zawsze w człowieku brak jest tego, czego nie wyraża lub czego nie umie wyrazić”

„W słowach „nigdy” i „zawsze” jest dużo patosu, a rzadko tylko bywa w nich prawda”.

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Profesor Wilczur

Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Wydawnictwo: MG

Stron: 420