cytrynowy-sadCzęsto sięgam ostatnio po biografie sportowe i klasykę, do której wracam po latach, mniej natomiast w moim czytelniczym menu obyczajówek, choć to właśnie bez nich nie wyobrażałam sobie kiedyś życia. Dobrze było wrócić do tego ważnego dla mnie rodzaju literatury, przed „dobrze” dodałabym jeszcze „bardzo”, jako że wróciłam do niego przy okazji tej właśnie książki.

Trudno wyobrazić sobie większy ból niż ten, który staje się kogoś udziałem po stracie najbliższej osoby, zwłaszcza jeśli tę osobę nosiło się kiedyś pod sercem. Julia taką stratę przeżyła, chociaż czas, który po niej nastąpił, ciężko nazwać życiem. Julia po prostu egzystowała. Ten rodzaj cierpienia okaleczonego rodzica może w pełni pojąć chyba tylko ktoś, kto przeszedł przez podobną traumę. Roberto rozumie Julię, doskonale ją rozumie. Tę dwójkę pozornie dzieli wszystko – status społeczny, narodowość, a nawet stosunek władz do ich pobytu na terytorium Stanów Zjednoczonych, łączy zrozumienie dla bólu tej drugiej strony. Czy to wystarczy, by połączyło ich uczucie? Czy zastygłe w cierpieniu przez lata serca potrafią w ogóle zabić jeszcze mocniej? A może nie ma w nich miejsca na nic poza rozpaczą?

Zaskakująca. Tej cechy na pewno książce odmówić nie sposób. Zazwyczaj wcześniej odgaduję, jak to wszystko się skończy. Tu następujące po sobie wydarzenia nie były dla mnie oczywiste, a zaskoczenie to ważny element lektury. To dzięki niemu nie odkładasz książki, choć zegar nieubłaganie tyka, a jutro do pracy. I jeszcze tylko jeden rozdział. I jeszcze jeden.

Ulubione cytaty:

„Są myśli zbyt przerażające, żeby dopuścić je do siebie”

„Kocham całą sobą. Nie zmieniłabym tego, nawet jeśli miałoby mnie to zabić”.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Cytrynowy sad

Autor: Luanne Rice

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Stron: 384

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu Kobiecemu!

Logo_v02