andrzej-szarmach-diabel-nie-aniolTrochę się bałam, czy ta książka będzie dla mnie zrozumiała, czy będę umiała podejść do jej lektury z należytym szacunkiem – w końcu należę do pokolenia, które o Szarmachu i Orłach Górskiego jedynie słyszało, do pokolenia, któremu nie było dane wyryć w pamięci tej euforii przeżywanej z reprezentacją. Do pokolenia, które w sumie można by nazwać pokoleniem reprezentacyjnej posuchy, co obecnie – dzięki kolejnym Orłom, tym razem Nawałki – zaczęło się zmieniać.

Bałam się jednak niesłusznie. Sama konwencja książki ułatwia jej zrozumienie – wspomnienia osób związanych z Andrzejem Szarmachem połączone z wywiadem, w którym „Diabeł”, odpowiadając na pytania, snuje opowieść o swoim życiu – to wszystko sprawia, że lektura jest przyjemna i lekka, a do sięgnięcia po nią Czytelnika predysponuje nawet podstawowa wiedza dotycząca pięknych czasów polskiej piłki. Czasów, gdy liczono się z nami w piłkarskim świecie.

Andrzej Szarmach jako piłkarz to legenda, gwiazda klasy światowej. Ta książka pokazuje nam nowe oblicze Szarmacha – jako dzieciaka uganiającego się za piłką, gościa, który wracając z meczu rowerem, przeżył (co nie było takie znów oczywiste) bliskie spotkanie z podchmielonym kibicem drużyny przeciwnej, później męża, ojca, dziadka . Ta książka pokazuje Andrzeja Szarmacha takiego jak my.

Nie jest ona może tak kontrowersyjna jak spisane dzieje Andrzeja Iwana ani tak analityczna jak biografia Kuby Błaszczykowskiego, ale właśnie przez to trafi w gusta większej rzeszy Czytelników. Osobiście bardzo polecam – dla niektórych będzie to powrót do wspaniałych wspomnień, coś w rodzaju emocjonalnego deja vu, dla innych porządna lekcja historii polskiego sportu, ale i jedni, i drudzy na pewno się nie zawiodą. Jest jeszcze powód trzeci, wartościowy dla wszystkich – zawsze fajnie pośmiać się z Jacka Gmocha i wrócić myślami do czasów i charyzmy Kazimierza Górskiego.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Andrzej Szarmach. Diabeł nie anioł

Autor: Jacek Kurowski, Andrzej Szarmach

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Stron: 237