skirolawkiJakiś czas temu wpadłam na pomysł sporządzenia listy książek, które najbardziej wpłynęły na moje życie, wywarły na mnie największe wrażenie lub nawet po części mnie ukształtowały. Czy pomysł był trafiony, nie wiem, bo gdy ostatni klik na klawiaturze sprawił, że wpis został opublikowany, nagle w mojej głowie zbuntowały się tytuły i poczęły przypominać o sobie. A ja? A o mnie zapomniałaś? I tak – rzeczywiście zapomniałam choćby o „Imieniu Róży”, przez co jest mi teraz głupio, a nawet trochę wstyd.

Może jednak pomysł nie był tak zupełnie nietrafiony, bo po publikacji owego wpisu nogi poprowadziły mnie do miejsca niezwykłej urody (także architektonicznej) – myślenickiej biblioteki, tam z kolei do regału z literaturą polską, do półeczki z nazwiskami na literę „N” i tak zaopatrzona w twórczość Zbigniewa Nienackiego powróciłam do domu z zamiarem powtórnego przeczytania „Raz w roku w Skiroławkach”. W feralnym (lub nie) zestawieniu tak o tej lekturze pisałam:

„O tej książce nie da się opowiedzieć, przynajmniej jeśli nie chcesz, by uznano cię za socjopatę. Tę książkę trzeba przeczytać, a potem zawstydzić się, że aż tak ci się podobała”.

Cóż, trzyletnia przerwa w lekturze niewiele zmieniła. Dalej czerwieniłam się jak małolata, czytając o erotycznych wyczynach mieszkańców Skiroławek, czasem zasłaniając nawet okładkę w miejscach publicznych, z powodów, o których mowa w przytoczonym powyżej cytacie.

Zaskoczył mnie natomiast tekst umieszczony na okładce, jakoby Zbigniew Nienacki był prekursorem polskiej powieści erotycznej. Ja się z tym nie zgadzam. Trochę już twórczość pana Nienackiego poznałam i owszem – w Skiroławkach nie znajdzie się chyba dziesięciu stron pod rząd bez sceny erotycznej, zazwyczaj bardzo obrazowo opisanej, ale dla mnie to nie jest literatura erotyczna. Osobiście erotyków nie lubię, są dla mnie zbyt dosłowne, nawet wulgarne. Tego nie ma u Nienackiego. Tu jest pełno seksu, w różnej postaci i okolicznościach, z udziałem różnych osób, a jednak właśnie przez to przejaskrawienie i komizm nie traktuję Skiroławek jako literatury erotycznej. Raczej jako karykaurę, krzywe zwierciadło ludzkiej rozwiązłości, a że akcja utworu osadzona jest na polskiej wsi, bohaterami zaś uczynił autor całą paletę wiejskich osobistości – od lekarza, przez artystów, księdza, leśników po prosty lud chłopski, zabawnych sytuacji z ich udziałem nie brakuje. Sytuacji właśnie erotycznych. W końcu ludzka rzecz, ważne, że wszystko podane z pomysłem i dobrym smakiem, choć tym razem definiowanym zupełnie inaczej.

Szczerze? Ta książka jest aż trochę nienormalna, a bynajmniej nie jest normalny mój nią zachwyt. Nic na to jednak nie poradzę, mnie Zbigniew Nienacki zachwyca – tak w Skiroławkach, jak i w pozostałych powieściach dla dorosłych.

Ulubione cytaty:

„Niektórzy ludzie są prości, zaledwie czytać i pisać umieją, inni mają tytuły i fakultety, wiedza bulgoce im w głowach jak zupa w garnku”

„Bywają ludzie, co jak suche liście szybują ciągle w podmuchach wiatru. Ale bywają też i inni, podobni do wielkich drzew, które z roku na rok owe liście rodzą i mimo wichrów trwają tam, gdzie wyrosły. Ci są właśnie z rodu olbrzymów”

„Człowiekiem rządzi lęk. Rzecz w tym, że nie każdy boi się tego samego”

„Głupiec zwraca uwagę na piękną kobietę, mądry stara się jej uwagę zwrócić na siebie”

„Miłość nie jest jednym uczuciem, ale całym ich zespołem, w którym w różnych okresach raz jedno uczucie, a innym razem drugie lub trzecie bierze górę i główny ton całości nadaje”.

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Raz w roku w Skiroławkach

Autor: Zbigniew Nienacki

Wydawnictwo: Pojezierze

Stron: 493