poduszka-w-rozowe-slonieJest coś takiego w powieściach Joanny M. Chmielewskiej, co zdecydowanie do mnie przemawia. Może to magia miejsca, jakim jest Piwnica Pod Liliowym Kapeluszem, może magia bohaterów. Najpewniej mieszanka obu. W każdym razie cieszę się, gdy w kolejnych opowieściach spotykam osoby, które wcześniej znałam tylko „z widzenia”, z ról drugoplanowych. To trochę tak, jakby autorka nadbudowywała kolejne historie wokół punktu centralnego, jakim jest przytulna kawiarnia z gronem stałych bywalców. I trzeba przyznać, że autorce bardzo dobrze to wychodzi.

Główną bohaterką „Sukienki z mgieł” była Weronika, charyzmatyczna właścicielka Piwnicy Pod Liliowym Kapeluszem. W „Poduszce w różowe słonie” spotykamy ją rzadko, za to ma ona tam ważną rolę do spełnienia – w końcu Weronika widzi więcej od innych, odczuwa razem z nimi. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się postać jej przyjaciela – Łukasza, którego także zdążyłam już poznać i polubić. Sympatyczny, normalny gość z jedną cechą, która z pewnością nie czyni jego życia łatwiejszym – słabością do kobiet skomplikowanych, najlepiej po przejściach, przygniecionych bagażem doświadczeń. Dziewczyna z dwubiegunówką, zakompleksiona szkolna miłość, molestowana w dzieciństwie koleżanka z pracy – tak, Łukasz zdecydowanie nie ma łatwego życia osobistego, ale jak mówią: serce nie sługa.

„Poduszka w różowe słonie” to jednak nie tylko Łukasz i jego sercowe wybory. To przede wszystkim Hanka i olbrzymia odpowiedzialność, jaką przyjęła na swoje barki – wychowanie dziecka, które straciło najbliższą osobę. Bez doświadczenia, pomocy, ba, czasem nawet chęci. Pozornie z powinności. Bo Hanka boi się uczuć, zaangażowania, dotyku. Hanka boi się bliskości, w każdym możliwym sensie. Tylko jak z tym strachem stać się opiekunem dla nieludzko potraktowanej przez los 5-latki?

Życiowość – to chyba najważniejsza dla mnie cecha powieści Joanny M. Chmielewskiej. Bohaterowie tacy jak my, zdarzenia, czasem banalne, innym razem okrutne, przeplatane momentami ulotnej radości – jak to w życiu. I miejsce, w którym problemy wydają się mniejsze, a codzienność prostsza. Takie prywatne sacrum, jakie warto mieć.

Ulubione cytaty:

„Gdzieś wyczytała, że wszystko, co rodzice mogą dać dzieciom, to korzenie i skrzydła”

„Z czasem to „Łukaszku” w ustach babci przestało mu przeszkadzać, a nawet je polubił. Bo babcine „Łukaszku” dawało prawo do błędów, do emocji niedojrzałych, pozwalało choć na moment zrzucić ciężar dorosłości i znowu stać się chłopcem po kryjomu wydłubującym z ciasta rodzynki”.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Poduszka w różowe słonie

Autor: Joanna M. Chmielewska

Wydawnictwo: MG

Stron: 277

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu MG!

logo MG nowy jpeg