zorkowniaKsiążka, którą napisały życia. Życia, o których nikt nie marzy, większość nawet nie wyobraża sobie swojego w nich udziału. Życia, które po prostu się zdarzają.

Agnieszka Kaluga jest wolontariuszką w hospicjum. Fanfary stop. To nie jest książka, która ma autorkę dowartościować – jesteś dobrym człowiekiem, podziwiam cię etc. To zbiór historii żyć u ich kresu, żyć pogodzonych z losem lub wręcz przeciwnie – niegodzących się na ten byt niepełny, „ułomny”, czasem przeraźliwie samotny.

To książka, którą czyta się ciężko, długo i we łzach.

Ciężko i na sercu, i na duszy.

Długo w pamięci.

We łzach – bez względu na miejsce lektury i ludzkie spojrzenia.

Czasem wydawało mi się, że ta książka mnie przerasta. W chwilach prawdziwego przytłoczenia odkładałam ją na bliżej nieokreślone potem i resetowałam myśli.

Nazajutrz wracałam. Do historii, nie do stron, których numerów zresztą brak.

Zapamiętujesz człowieka i jego historię, nie numer strony, na której skończyłeś czytać.

Wracasz do ludzi, nie do lektury.

Przeżywasz wraz z nimi, nie obok nich.

I płaczesz z nimi, a nie nad nimi.

Łez trzeba dużo, ale możesz mieć pewność – nie braknie ci ich. Być może nawet nie wiesz, że masz ich takie pokłady.

Ulubione cytaty:

„Zapadam w ciszę na resztę dnia. Znacznie lepsza jest od barokowej egzaltacji słów”

„Skądinąd każdorazowe „podziwiam cię” wprawia mnie w głęboki smutek. W „podziwia” przecież tak wiele zdziwienia, dziwności, tak wiele egzotyki. Spora też odległość”

„Dotyk to jedyny sposób na bezradność”

„Świadomie popełniam te same błędy. I znów chce. Klasyczny ze mnie amator”

„Trudno przyjmować miłość, która wszystko znosi, wszystko przetrzyma”.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Zorkownia

Autor: Agnieszka Kaluga

Wydawnictwo: Znak

Stron: nieistotne

Dodaj komentarz