stan-futboluZacznę od tego, że Weszło! mnie wkurza, permanentnie. Wkurzać może, takie prawo portalu tworzonego w konwencji „sportowo-jajcarskiej”, a ja przecież wcale nie muszę ich czytać. Niestety, do głosu dochodzi mój wewnętrzny masochizm, bo też nie znajduję innego określenia na własną postawę i czytam dalej. Po każdym meczu Korony uparcie sprawdzam, czy powstał już artykuł, z którym mogłabym się pokłócić w myślach. Za każdym razem wmawiam sobie, że więcej tej strony nie odwiedzę i już w momencie powzięcia postanowienia, wiem, że je złamię. Nie przestałam nawet po tekstach o „reanimowaniu trupa” przez trenera Brosza i o jeżdżeniu taczkami na budowie jako alternatywnej drodze kariery Łukasza Sierpiny. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Słaba jestem i tyle.

Patrząc obiektywnie, tamtejsi redaktorzy często piszą z sensem, choć językiem dość niewybrednym. Jeśli z sensem, to dlaczego mnie to wkurza? Bo ja chyba w odniesieniu do Korony Kielce tego sensu nie potrzebuję. Jako kobieta o usposobieniu skrajnie emocjonalnym tak właśnie podchodzę do klubu, który ukochałam miłością romantyczną, ślepą i bezwarunkową. Te klapki nie chcą z oczu spaść – ja wciąż wierzę w przywiązanie piłkarzy do barw, w to, że nie odchodzą z własnej woli, a pieniądze mają znaczenie drugorzędne, jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało. Mierzę to wszystko swoją miarką. Ten temat, dla mnie naprawdę ważny, poruszył Krzysztof Stanowski także w swojej książce „Stan futbolu”. I tym sposobem mnie kupił.

Nie żebym od razu zapałała do niego jakimś wielkim uczuciem, ale po lekturze jestem zmuszona przyznać, że jego styl pisania – pełen inteligentnej ironii, ale też zwykłej bezczelności – porywa czytelnika. Tu nie było o Koronie, mogłam więc zaśmiewać się prawie do łez i czyniłam to przy każdej sposobności, to jest co kilka stron. Cięty język, duża wartość merytoryczna przeplatana ciekawymi anegdotami, coś jak Weszło! na papierze, czyli w wersji dla mnie przyjemniejszej. Co więcej, odnalazłam punkty, w których zgadzam się z panem Stanowskim, a to rzecz dla mnie niebywała, jakiej się zdecydowanie nie spodziewałam. I tych punktów wspólnych nie tak znowu było mało… Ale koniec z tym chwaleniem, bo aż głupio tyle pozytywów naraz. Tym bardziej, że niedługo startuje liga i znów będę pełna oburzenia na rzeczy, które wypisuje Weszło! Taki już los kibica idealisty, mającego potrzebę, by bronić swoich racji w starciu  z rzeczywistością, choćby we własnej głowie.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Stan futbolu. Tajemnice boiska, szatni i piłkarskich gabinetów

Autor: Krzysztof Stanowski

Wydawnictwo: Czerwone i Czarne

Stron: 407

Dodaj komentarz