glik-liczy-sie-charakterTakich piłkarzy cenię i lubię najbardziej, to mój ulubiony typ. Zresztą, jak i w życiu – liczy się charakter, a Kamilowi Glikowi mocnego charakteru odmówić nie sposób. Praca, ciężka harówa, mnóstwo wyrzeczeń i zaciskanie zębów, gdy słyszysz o swojej przeciętności, na którą się nie zgadzasz. Gdy wiesz, że stać cię na więcej, ale inni zdają się temu nie wierzyć. Przeciętność, straszne słowo dla kogoś, kto gotów jest dla swojej pasji życie poświęcić. Jedni ponoć mają talent i wszystko łatwo im przychodzi, nic tylko pozazdrościć. Ale to właśnie ci drudzy prawdziwie  hartują nie tylko ciało, ale też osobowość. To oni potrafią się podnieść po porażkach, przełknąć ich gorzki smak i wspinać się dalej, małymi krokami do celu. Per aspera od astra, mawiają.

Ponoć zarówno Glik, jak i Pazdan (czyli moi reprezentacyjni faworyci, nie licząc ukochanego w młodości Kuby Błaszczykowskiego) tego talentu mieli mniej, aniżeli by chcieli. Trudno mi w to uwierzyć, patrząc na miejsce, w którym się obecnie znajdują. Ale niech będzie, zawierzam relacjom osób z ich otoczenia i cenię ich przez to nawet bardziej.

Ta książka pokazuje, jak łatwo jest przepaść w świecie wielkiej piłki. Kiedy jako młody chłopak wyjeżdżasz do Hiszpanii, a następnie trafiasz do trzeciego zespołu Realu Madryt, gdzieś w podświadomości już masz obraz siebie w koszulce meczowej Królewskich, wychodzącego na Santiago Bernabéu obok największych gwiazd i grającego od pierwszych minut w Gran Derbi. A potem życie weryfikuje marzenia. Nie grasz nawet w trzecim zespole, czas wracać. I wtedy pojawia się opcja przeniesienia na Wyspy, w przypadku Glika akurat do Stoke, finansowo nie do przebicia przez kluby z polskiego podwórka. Dla wielu wybór byłby oczywisty. Dla Glika także. Wrócił. Chłopak przede wszystkim chciał grać, pracować na swój przyszły sukces, a nie grzać ławę za pieniądze więcej niż przyzwoite. Teraz już wiemy, że Glik dokonał dobrego wyboru.

W Torino jest już chyba legendą, a jego boiskowa postawa doczekała się nawet piosenki autorstwa Williego Peyote. Tekst, jak to w rapie, nie każdemu musi się spodobać, ale skandowane w refrenie i na stadionie „Glik, Glik, Glik, Glik” brzmi elektryzująco i… porywa – tak jak nasz reprezentant porywa włoskie trybuny. Zresztą zobaczcie i oceńcie sami. A potem sięgnijcie po książkę, która z pewnością uprzyjemni wam oczekiwanie na kolejne występy Polaków we Francji.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Kamil Glik. Liczy się charakter

Autor: Michał Zichlarz

Wydawnictwo: SQN

Stron: 331

Za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję

Wydawnictwu SQN!

logo_sqn

Dodaj komentarz