Dopadł mnie stan euforii właściwy jedynie bibliofilom, tj. radość z tego, że nie mam gdzie trzymać już książek. Skończyło się miejsce na regałach, półkach, stolikach, a nawet w drewnianej skrzyni po jabłkach (sic!). Teoretycznie powinnam się martwić, coś z tym przecież trzeba zrobić, ale w praktyce rozpiera mnie duma z zebranej kolekcji.

Jako że we wrześniu wychodzę za mąż, a mój wybranek wnosi w posagu dużo przestrzeni do zagospodarowania w domu rodzinnym, to wtedy stworzę biblioteczkę, o jakiej marzę od lat, a moja kolekcja w końcu zajaśnieje pełnym blaskiem. Ale to dopiero wrzesień, końcówka.

Tymczasem zaczęłam pakować przeczytane książki do kartonowych pudeł, nawet te perełki, z których jestem najbardziej dumna. Dlaczego nie pozwalam, by cieszyły me oczy? A no ze względów praktycznych. Niech ustąpią miejsca tym pozycjom, których jeszcze nie czytałam, wszystkich nie pomieszczę. Stęsknię się za nimi i tym większa będzie moja radość przy rozpakowywaniu rzeczy po przeprowadzce.

Przy okazji chwalę się seriami, które zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Z jednymi dopiero zaczynam swoją przygodę, inne towarzyszą mi już od dłuższego czasu. W każdym razie ciężko znaleźć coś piękniejszego niż równo poukładana na masywnej, drewnianej półce seria książek. Ale ciiii…To dopiero we wrześniu 🙂

20160615_144544

20160615_144754

 

Dodaj komentarz