ostatni-mecz-recenzja1Czy ta książka zasługuje na dychę w ocenie? Tak za całokształt? Nie. Wysoko, ale nie aż tak. Czy ta książka jest moją dychą? Oczywiście.

Czytałam, uśmiechałam się, czasem zwyczajnie śmiałam. Dużo emocji, ale czy mogło być inaczej? Chociaż stąd nie pochodzę, to przecież jest także moja okolica. Sześć lat spędzonych w peerelowskim mieszkaniu przy Placu Centralnym. Sześć lat spacerowania wzdłuż Alei Róż, odświętnego stołowania się w Stylowej i Zosieńce. W końcu – sześć lat podkreślania tego, że mieszkam w Hucie, nie w Krakowie. Powtarzania tego z dumą. Bo Krakowa nie lubię, a Hutę pokochałam młodzieńczą miłością osoby tęskniącej za swoim miejscem pochodzenia, niechętnej krakowskim tłumom i zgiełkowi. Miłością osoby, która pomimo wyprowadzki z domu rodzinnego znalazła miejsce, gdzie może przynależeć i czuć się dobrze, swobodnie, niemal jak u siebie, gdzie może być po prostu sobą.

Huta wciąga. Powoli, na początku niezauważalnie w nią wsiąkasz, a potem nagle sobie uświadamiasz, że to miejsce jest dla ciebie ważne. Niektórym trudno to zrozumieć. Bo prawda jest taka, że Huta nie jest dla każdego. Do Huty trzeba mieć charakter. Jeśli kogoś nużą dojazdy, przeraża wizja Stylówki jako jedynego miejsca na potańcówkę czy zniesmacza widok luźnych dresów zamiast dopasowanych rurek u przedstawicieli płci męskiej, to rzeczywiście nie ma tu czego szukać.

Ale wbrew często spotykanej opinii Huta nie jest ani w połowie tak niebezpieczna, jak mówią, ani tak patologiczna. Jest lepsze słowo na określenie tego miejsca:

„Nie wszyscy wytrzymywali – mrok nowohuckiej nocy przerażał ich, brak znajomych i ulubionych knajp w promieniu kilometra wpływał depresyjnie, a dojazdy do centrum nużyły, dlatego dzielnica wciąż wydawała się nieodkryta”.

Nieodkryta. To chyba najlepsze słowo. Bo pomimo sześciu lat spędzonych w samym jej sercu wciąż poznaję nowe miejsca, każdego dnia odkrywam ją na nowo.

Mało o książce? Wiem. Ale Huta i Hutnik to jedno. Hutnik to mieszkańcy Nowej Huty, ludzie stąd, dlatego pisząc o jednym, masz na myśli także to drugie.

Rzadko zdarza się też to, że już pierwsze zdanie zachęca do kupienia książki. W tym wypadku tak właśnie było. Pierwszy rozdział zatytułowany „Niechciany deszcz” rozpoczyna jedno słowo: napierdala. I już wiesz, że chcesz czytać dalej.

Polecam każdemu nowohucianinowi, bo to bardzo dobry przykład patriotyzmu w wydaniu lokalnym – znamy swoje wady, znamy wady tego miejsca, ale mimo wszystko jesteśmy dumni. Bo jakie by ono nie było, to nasze miejsce na ziemi, nasze sacrum.

Ulubione cytaty:

„Jednak mimo upływu lat, mimo różnic światopoglądowych i ideologicznych jest coś, co wiąże ludzi na całe życie, coś, co każe im od czasu do czasu do siebie wracać. Tym czymś jest wspólna przeszłość, która, im człowiek starszy, tym bardziej zaczyna rzutować na teraźniejszość i przyszłość”.

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Ostatni mecz

Autor: Adam Miklasz

Wydawnictwo: Skrzat

Stron: 158

Dodaj komentarz