wichrowe-wzgórzaKolejny z moich wielkich powrotów do przeszłości, kiedy powinnam odkryć, że po kilku latach ocena bohaterów zmienia się, tak jak to miało miejsce w przypadku „Rozważnej i romantycznej”. Tym razem się nie udało…

„Wichrowe wzgórza” czytałam w wieku lat około dwudziestu, kiedy byłam jeszcze zbyt romantycznie usposobionym podlotkiem i potrafiłam wszelkie niegodziwości usprawiedliwiać porywem uczucia, którego większość świata nie jest w stanie pojąć i właściwie ocenić. Uwielbiałam Heathcliffa. Ekranizację obejrzałam kilkakrotnie, ostatni raz parę miesięcy temu i to wzbudziło we mnie niepokój – wciąż darzyłam go sympatią. Jako że książkę zawsze przedkładam nad film, postanowiłam wrócić do źródła i przekonać się, czy z racji wieku i nabytych doświadczeń moja ocena bohaterów powieści uległa zmianie. Oto i wnioski…

Dziwnie się z tym czuję, może nawet trochę jest mi wstyd, ale Heathcliff wciąż pozostaje moją ulubioną postacią „Wichrowych wzgórz”. Krzywdy, jakich doświadczył w dzieciństwie, niesprawiedliwe osądy i ciągłe zniewagi uczyniły zeń tego, kim stał się w dorosłym życiu. Nie winię go za to. Zemsta planowana latami, brak dbałości o innych, nawet tych, którzy winni być mu bliskimi, okrucieństwo, brak skrupułów i wyrzutów sumienia – nie pochwalam tego, ale też nie oceniam Heathcliffa przez pryzmat jego późniejszych lat. Kluczem do braku potępienia jest właśnie dzieciństwo.

Są takie miłości, które winny się ziścić na przekór wszystkiemu. Doskonałą definicję takiego właśnie uczucia podaje sama Katarzyna Earnshaw:

„Przewodnią myślą mojego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego”.

Katarzyna w chwili szczerości wyznała, że Heathcliff jest bardziej nią niż ona sama. I dlatego nie mogę jej wybaczyć decyzji poślubienia Lintona. To ona stworzyła potwora, to jej decyzja doprowadziła do cierpień tylu osób. Skupiając się na samych faktach, ciężko lubić Heathcliffa, jego zachowania nie można bowiem poprzeć ani zaakceptować. Ale były momenty, w których Heathcliff obnażał samego siebie i te właśnie chwile zyskały mu moją sympatię, która istnieje nawet teraz, gdy myślałam, że moje romantyczne usposobienie zelżało. Jak widać ono po prostu na co dzień jest uśpione, by powrócić z dawną mocą w chwilach takich jak ta, gdy czytasz o ogromie miłości Heathcliffa:

„Katarzyno Earnshaw, obyś nie zaznała spoczynku tak długo, jak ja żyję. Powiedziałaś, że cię zabiłem, stań się więc nawiedzającym mnie upiorem. Duchy zamordowanych prześladują po śmierci zabójców. Ja wierzę, ja wiem, że upiory chodzą po ziemi. Pozostań przy mnie na zawsze – przybierz, jaką chcesz, postać – doprowadź mnie do obłędu, tylko nie zostawiaj mnie samego w tej otchłani, gdzie nie mogę cię znaleźć! O Boże! To się nie da wypowiedzieć! Nie mogę żyć bez mego życia. Nie mogę żyć bez mojej duszy!”

Tego Heathcliffa pokochałam, a że nie oddzielisz bohatera od jego zachowań, biorę go z całym pakietem rzeczy haniebnych i okrutnych, które jednak przesłania mi ogrom jego miłości, tak teraz jak i osiem lat temu, gdy po raz pierwszy sięgałam po „Wichrowe wzgórza”.

Ulubione cytaty:

„Moją krzywdę przebaczam. Kocham ciebie, choć mnie zabijasz, lecz czy mogę przebaczyć ci to, że zabijasz siebie?”

„Nie można go kochać tak jak mnie; jakże ona może kochać w nim to, czego w nim nie ma?”

„Dumni ludzie ściągają na siebie wielkie zmartwienia”

„Taki człowiek kocha i nienawidzi w tajemnicy, a wzajemność w miłości czy nienawiści uważałby za impertynencję”

Moja ocena: 10/10

Tytuł: Wichrowe wzgórza

Autor: Emily Brontë

Wydawnictwo: Świat Książki

Seria: Angielski Ogród

Stron: 336

Dodaj komentarz