rzecz-o-mych-smutnych-dziwkachJest w Márquezie coś, co mnie przeraża, mianowicie fakt, że co jakiś czas odczuwam potrzebę, by po niego sięgnąć. Niezbyt często, bo wypada to średnio co około 2 lata, nie nazwałabym więc tego masochizmem, ale bez wątpienia jest to jakaś forma samoudręczenia.

Nie będę skupiać się na tematyce samej książki, bo też tytuł mówi o niej aż nazbyt wiele i w sumie dość dobrze odzwierciedla jej treść. Chodzi o Márqueza w ogóle w moim życiu. To zupełnie nie mój klimat, nie moja tematyka, styl i wszystko inne też nie moje. Na co dzień nie myślę o tym, by go czytać, nie rozważam tej opcji nawet będąc już w bibliotece. A jednak raz na jakiś czas, wspomniany powyżej, moje kroki bezwiednie kierują się ku półce z literaturą Ameryki Łacińskiej, tam z kolei to nazwisko dobija się o moją uwagę. Próbowałam to zmienić i gdy już powędrowałam do niechcianego regału, przeglądałam tytuły Julio Cortázara, by odwrócić wzrok od kolumbijskiego natręta. Nic z tego, za każdym razem wracałam z Márquezem. Nawet pomimo złego z nim początku – za pierwszym razem sięgnęłam po „Jesień patriarchy”, której to książki nie doczytałam nawet do połowy, co zdarza mi się niezmiernie rzadko.

Po czasie dałam mu drugą szansę. Wypożyczyłam „Sto lat samotności”. Czytałam i byłam zniesmaczona, zbulwersowana, a przede wszystkim przerażona tym, że Márquez wcale mi się nie podoba, a mimo wszystko fascynuje mnie w jakiś niewytłumaczalny sposób. „Sto lat samotności” było chyba najdziwniejszą książką, po jaką w życiu sięgnęłam i – co w tym wszystkim najgorsze – wiem, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Później były inne, ale temu tytułowi na razie nie dorównał żaden.

Na przestrzeni tych wszystkich lat dużo czasu spędziłam na główkowaniem, dlaczego dręczę samą siebie Márquezem, który zupełnie nie jest w moim typie. I jedyną sensowną odpowiedzią poza masochizmem wydaje się być to, że nie znam drugiego autora, którego bohaterowie byliby tak przejmująco samotni. Dzielę więc z nimi tę ich samotność, częściowo wbrew mojej woli, po części zafascynowana tym osamotnieniem. Bo nie ma przecież nic gorszego od permanentnej samotności. Nikt na nią nie zasługuje, nawet bohaterowie, których nie darzę sympatią i ku którym podświadomość kieruje moje kroki w bibliotece co jakiś czas.

Ulubione cytaty:

„Młodzi z mojego pokolenia, rzuciwszy się żarłocznie na życie, zapomnieli w żywy kamień o nadziejach związanych z przyszłością, póki rzeczywistość nie przekonała ich, że przyszłość nie jest taka, jaka im się marzyła, i wtedy odkryli nostalgię”

„Nieszkodliwi wariaci wyprzedzają przyszłość”

Moja ocena: 5/10

Tytuł: Rzecz o mych smutnych dziwkach

Autor: Gabriel García Márquez

Wydawnictwo: Świat Książki

Stron: 112

Dodaj komentarz