na-zawsze-ona„Tak więc do tomu drugiego przystępuję z wyzerowanymi emocjami i daję pani Sandi Lynn carte blanche. W chwili obecnej nie przewiduję zakupu tomu trzeciego, bo i on istnieje, ale kto wie, co przyniosą karty części drugiej?”

Tak kończyłam recenzję pierwszego tomu. Po lekturze drugiego zdania niestety nie zmieniłam. Wbrew temu, czego się spodziewałam, nie były to dalsze losy bohaterów, od chwili narodzin dziecka. Była to dokładnie ta sama opowieść, tyle że widziana oczami mężczyzny. Niby pomysł sam w sobie ciekawy, ale zbyt dużo powtórzeń dialogów, takich słowo w słowo skopiowanych z części pierwszej, a do tego jeszcze bardziej obcesowe opisy uczucia, które połączyło Connora i Ellery.

Niby tom trzeci posiada podtytuł „Razem”, co sugerować może, że jednak dowiedziałabym się, co działo się potem, ale jednak nie zaryzykuję. I tak już te dwie części muszę komuś sprezentować, bo niepotrzebnie mi miejsce na książkowej półce zabierają, a miejsca tego w mym pokoju-graciarni nie tak znowu wiele.

Kilka przemyśleń po lekturze:

– Niby ludzie się nie zmieniają, ale kobieta może zmienić mężczyznę. I to nie w tym sensie, że wymienić na innego.

– Nie kupuj książek, na których okładkach dostrzegasz choć cień erotyki, nawet subtelnej. Bo subtelnej miłości tam zdecydowanie nie dostaniesz, a erotykę w najczystszej postaci owszem.

– Zastanów się może, czy nie lepiej wrócić do lektury książek osadzonych w realiach XIX wieku. Zamiast dyskotek i krótkich spódniczek przeczytasz o długich sukniach, o jakich zawsze marzyłaś. Źle ci z tą literaturą było, Aneto?

Ulubione cytaty:

„Nie przejmowałem się już moim życiem, bo miałem inne, którym musiałem się zaopiekować i martwić – jej życie”

Moja ocena: 5/10

Tytuł: Na zawsze. Ona (tom 2)

Autor: Sandi Lynn

Wydawnictwo: Amber

Stron: 310

Dodaj komentarz