złamane-pióro-borochowskaSą takie książki, które wymagają słów innych niż zazwyczaj. Albo inaczej – słowa te same, ale ich połączenie i kontekst użycia sprawiają, że czyta się je w inny sposób, mniej dosłownie, po prostu głębiej. Takie właśnie jest „Złamane pióro”. Autorka nie zasypuje nas ogromem wyszukanego słownictwa, którego w większości nawet nie znamy, a z pewnością nie rozumiemy. Ona używa słów takich jak my, a jednak brzmią one odmiennie, dostojniej i jakoś tak lepiej. Jakby każde z nich znało przynależne sobie miejsce, jakby żadne nie wybiegało przed szereg, chcąc stworzyć coś w pełni harmonijnego. Tym samym potwierdza się prawda stara jak świat – słowa mają moc. Większą, niż byśmy mogli przypuszczać.

Emily i Jacob. Zafascynowały mnie losy tych dwojga. Tak inni od mojego świata, tak nieprzystający do moich wyobrażeń o idealnej historii miłosnej, tak nierzeczywiści, a jednocześnie szalenie prawdziwi. Nie wiem, w jaki sposób i dlaczego jedno nie wykluczyło drugiego. To pewnie znowu magia słów. Pozornie zwyczajna opowieść – ona, początkująca pisarka, on – sławny architekt, każdy ze swoim bagażem doświadczeń, czasem ciężkich. Pozornie wszystko przewidywalne – inne, nieprzystające do siebie światy, piętrzące się przeszkody i happy end z przesłaniem, że miłość zawsze zwycięża et cetera. Tylko, że w tym było coś więcej…

…Dziwne były te ich rozmowy, od Hitlera, przez obrońców praw zwierząt, po Kościół i wiarę. Dziwne były, ale wciągały. Bez reszty. Nie ze wszystkim się zgadzałam, ale chyba nie taki był zamysł. Nie wiem, czy słusznie, ale postawę Emily przeniosłam na grunt uogólnienia współczesnych stosunków międzyludzkich. Tak często rozmawiamy przecież na tematy światopoglądowe, o polityce, religii, historii, nie mówiąc tak naprawdę nic o sobie z wyjątkiem tego, na kogo głosowaliśmy albo co sądzimy na temat Kościoła. Z tych wielkich tematów tworzymy mur, który odgradza nas od reszty świata. Żeby tylko ktoś tak naprawdę nas nie poznał, żeby nie dowiedział się, kim tak naprawdę jesteśmy…

Ta skrywana, często niedopowiedziana, przeszłość bohaterów  przeplatana jest nieprzeciętnym humorem. Dawno nie czytałam tak zabawnej sceny jak ta, gdy małe butki Emily doprowadzają do łez pijanego przyjaciela Jacoba i czynią ją w oczach wstawionego adoratora ideałem kobiety i materiałem na przyszłą żonę. Wplecionej „Bajce o królu” też komizmu nie brakuje.

Dlaczego chciałabym polecić Wam „Złamane pióro”? Bo to książka inna niż wszystkie, które do tej pory czytałam. Taka, która da wiele czytelnikowi, ale też od niego wymaga. Tutaj nie masz wszystkiego podanego na tacy, sam doszukujesz się sensu, budujesz własną interpretację, a to ten rodzaj czytania, który – poza dostarczaniem przyjemności – rozwija.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Złamane pióro

Autor: Małgorzata Maria Borochowska

Wydawnictwo: Poligraf

Stron: 357

Serdecznie dziękuję autorce – Pani Małgorzacie Marii Borochowskiej – za okazane zaufanie i udostępnienie egzemplarza do recenzji!

Dodaj komentarz