listy_z_wyspy_zwanej_niebemCzasem czytając książkę, masz mieszane doń uczucia. Niby wszystko jest ok – miłość piękna, bohaterowie w porządku, fabuła wciągająca, ale czujesz, że coś nie gra, że coś tu jest nie po twojemu. Długo czytałam, nim w końcu zrozumiałam, czym jest to moje „niegranie” w „Listach z wyspy zwanej Niebem”.
Autorka zaznajamia nas z uczuciem dwojga ludzi, których dzieli ocean i których miłość rozkwitła dzięki pisaniu listów, jeszcze nim stanęli przed sobą twarzą w twarz. Listy, pełne uczucia słowo pisane – to musiało mnie kupić, w końcu sama zawsze chciałam taki list otrzymać (niestety, mój prywatny rycerz na białym rumaku wyznaje zasadę „czyny, nie słowa”). Zresztą odkąd przeczytałam „Niebezpieczne związki” i „Love, Rosie”, zaczęłam się lubować w tej oryginalnej formie treści. Przynajmniej od czasu do czasu.
Mimo wszystko coś nie grało. I choć to czysto subiektywne odczucie, to tym czymś, a raczej kimś był mąż. Tak, Elspeth miała męża, zwyczajnego, prostolinijnego rybaka. Być może źle zrobili, pobierając się, możliwe, że do siebie nie pasowali, ale to wciąż był jej mąż. Tym bardziej, że nie wyrządził jej żadnej krzywdy poza tą, że nie lubował się jak ona w literaturze, że nie był „bratnią duszą”. Tylko, że to nie jego wina, nigdy przecież nie twierdził, że małżeństwo uczyni z niego znawcę czy miłośnika słowa pisanego. I ta właśnie świadomość istnienia męża Elspeth podświadomie nie pozwoliła mi cieszyć się w pełni miłosną historią „Sue” i Davida. Może to głupie, może naiwne, z pewnością subiektywne, ale ode mnie niezależne, po prostu moje.
Piękne zakończenie, którego nie chcę tu zdradzać, odbyło się już bez udziału tego niechcianego – zawczasu uśmiercono biedaka, może to i lepiej dla niego. Tak czy inaczej scena końcowa zrobiła na mnie wrażenie.
Czy polecam? Tak, bo ten „zgrzyt” jest czysto subiektywny, a forma i styl powinny przypaść do gustu miłośnikom tego rodzaju literatury.

Ulubione cytaty:
„Proszę Cię, nie podejmuj żadnych decyzji, których później będziesz żałować. Proszę, nie oddawaj serca niechcący, bo, moja kochana dziewczyno, możesz go nigdy nie odzyskać”

Moja ocena: 7/10
Tytuł: Listy z wyspy zwanej Niebem
Autor: Jessica Brockmole
Wydawnictwo: Amber
Stron: 333

Dodaj komentarz