stevieKiedy dziewczyna pisze o piłce, często słyszy, że ma wracać do kuchni albo też jest proszona o przepis na nieprzypalone mleko. I w sumie nic w tym złego, nieraz komentarz przywoła nawet uśmiech na twarz. Ale czasem dziewczyna może ukochać piłkę bardziej niż niejeden facet. Może też wiedzieć coś więcej niż co to spalony. Zdarza się także, że po kilkunastu latach absencji przyprowadzi na stadion tatę, który potem nie opuści już żadnego meczu „u siebie”. A następnie mamę, która zadzwoni specjalnie po to, by wyrecytować z pamięci cały skład ukochanego w rodzinie klubu, ot tak – bo tata tyle o tym w domu mówi, że zapamiętała. I to jest właśnie magia piłki, a o tej magii warto pisać, nawet jeśli jesteś kobietą 🙂

Dziś będzie o autobiografii jednego z tych, którzy tę piłkę czynią magiczną – o Stevenie Gerrardzie. Myślisz o kapitanie The Reds i zastanawiasz się, czy to w ogóle mogło się udać. Gość świetny, nikt mu tego nie odbierze, wierne chłopisko – ponad ćwierćwiecze na Anfield, owszem – piękne to. Ale przecież Gerrard nigdy nikogo nie ugryzł jak Suarez, nie odpala fajerwerków w mieszkaniu jak Balotelli ani nie bałamuci cudzych kobiet jak Terry. Spokojny, ułożony, jedna żona, trzy córki, żadnego poważniejszego skandalu na koncie. O czym więc pisać?

Jak to o czym, o Liverpoolu. Przecież Gerrard i Liverpool to jedność, to temat rzeka, to materiał na więcej niż jedną książkę. A swoją historię Stevie opowiada w sposób bardzo ciekawy, niejednostajny – raz trąci patosem, którego nie sposób uniknąć, gdy mowa o związku piłkarza z jednym klubem przez 27 lat, innym razem przywołuje uśmiech na twarz, jak wtedy, gdy opisuje swą niechęć do United:

„Szanuje jednak Fergusona, Roya Keane’a, Ryana Giggsa i innych kluczowych zawodników United. Niechętnie szanuję nawet to, co osiągnęli z tym klubem”.

Gerrard dużo pisze o kibicach, przede wszystkim tych z The Kop, ale nie tylko. Nie ukrywa, że po wygranym meczu na Old Trafford kibice United żegnali go okrzykami (kruche, romantyczne, humanistyczne duszki – omińcie ten cytat!): „Pierdol się, szumowino, zajebiemy cię w twoich liverpoolskich slumsach”. Brzmi znajomo? Witamy na stadionach, nie tylko polskich 🙂 Wspomina także kibiców z Polski, którzy na angielskiej ziemi dopingowali naszą reprezentację:

„Polscy kibice stworzyli niesamowitą atmosferę, odpalając race, głośno dopingując swoją reprezentację i starając się dorównać dopingowi naszych fanów. Wembley wyglądało fantastycznie. Boisko było lśniące, a wokół pełno było białych i czerwonych flag kibiców wspierających Anglię i Polskę”.

A propos Polaków – jest i o Jurku Dudku, który na pewnej imprezie chciał pobić…ochroniarzy i policję. Jak pisze Gerrard: „Wtedy większość chłopaków zdała sobie sprawę, że czas na nich” 🙂

Po Gerrarda zgłaszali się najlepsi, włącznie z Chelsea i Realem Madryt. Za każdym razem odmawiał. W swojej autobiografii wyjaśnia dlaczego, a ja jako kibic zdecydowanie ten powód kupuję:

„Bo kocham Liverpool. Zwycięstwo odniesione dla swoich zawsze smakuje lepiej”.

Po cichu marzę, że na naszym kieleckim podwórku także wyrosną kiedyś wychowankowie z takim podejściem…

Stevie zrobił jeszcze jedną rzecz, którą mi zaimponował – w książce wymienił nazwiska młodych chłopaków, wychowanków Akademii LFC, których jego zdaniem czeka przyszłość w świecie wielkiej piłki. A czy może być coś piękniejszego, niż uwaga idola, legendy klubowej skierowana na chłopaków, którzy dopiero swoją przygodę z piłką zaczynają?

Przeczytajcie, koniecznie sięgnijcie po tę książkę, nie tylko jeśli jesteście fanami Liverpoolu. Gerrard to postać, którą szanujesz, nawet gdy jesteś za United lub Evertonem. Gerrard to legenda, nie tylko The Reds, to legenda piłki światowej.

Ulubione cytaty:

„Tylko piłka mogła sprawić, że tak intensywnie odczuwałem życie. Tylko piłka mogła wyzwolić taką radość”

„Wszyscy wpadamy czasem w tę pułapkę – uwierzywszy, że jesteśmy lepsi niż w rzeczywistości, zaczynamy marzyć. Nie ma w tym nic złego, dopóki temperujesz swoje marzenia odpowiednią dawką realizmu”

„Przez ostatnią dekadę wiele wydarzyło się w Liverpoolu i u mnie osobiście. Zagraliśmy w dwóch finałach Ligi Mistrzów, raz wygrywając i raz przegrywając. Mieliśmy sprawę w Sądzie Najwyższym i walczyliśmy o tytuł mistrzowski. Klub przeszedł przez ręce trzech właścicieli. Mieliśmy czterech różnych menedżerów – ale tylko jednego kapitana”

„Ciemność i światło, radość i cierpienie, nadzieja i strata – nie da się ich rozdzielić. Zawsze występują parami, jak słupki pustej bramki na Anfield pod trybuną The Kop”

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Steven Gerrard. Serce pozostawione na Anfield. Autobiografia legendy Liverpoolu

Autor: Steven Gerrard, Donald McRae

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Stron: 445

Dodaj komentarz