jaskolkaUwielbiam tę książkę. Napsuła mi tyle nerwów, podważyła pewność, ze dobry ze mnie człowiek (oj, jakże złorzeczyłam niektórym bohaterom!), a jednak nie wyobrażam sobie, by zabrakło jej w zbiorach mojej przyszłej biblioteczki. Sama się temu dziwię, co kilkanaście stron obiecywałam sobie bowiem, że nie dam się zwieść własnej wyobraźni przy ocenie tej książki. A jednak – Rita i George, ten wyimginowany, tworzyli dla mnie parę idealną, a ja głupia cały czas wyobrażałam sobie, co by było gdyby.

Wspomniany George powraca z wojny, gdzie był pilotem (tak, w tym momencie kupuje moje serce, przysłowie o słabości dziewcząt do wojskowych jest prawdziwe). Wraca do rodziny, ale przede wszystkim do narzeczonej, której zdjęcie pomagało mu przetrwać ciężkie chwile i która wiernie na niego czekała przez lata (tu zdobywa moje serce ona). Postanawia się z nią ożenić, a szczery uśmiech na mojej twarzy w trakcie lektury stanowi aprobatę tego pomysłu. Ot, stanie się to, co stać się powinno – parka wspólnie dorastających dzieciaków dorosła, przyjaźń przerodziła się w miłość, co zaprowadzi ich do ołtarza. Lubię takie historie. Niby nie ma tu nic nieoczekiwanego, a jednak istnieją postaci, którym nie życzysz tych wszystkich błędów i perypetii mających w końcu doprowadzić do szczęśliwego zakończenia. Na bohaterów literackich patrzysz przez pryzmat ich zachowań, nie znasz ich osobiście, nie możesz powiedzieć, że ktoś na pewno tego nie chciał, że nie jego wina, że jemu dobrze z oczu patrzy. To wszystko kreujesz we własnej głowie, ale właśnie na podstawie zachowań. Rita i George byli dla mnie parą idealną i nie chciałam ich kalać niepotrzebnymi błędami i nierozsądnymi decyzjami.

Niestety, autorka zrobiła to wbrew mojej woli. Takie zresztą jej prawo. Tak więc George, nie mogąc poradzić sobie z wojenną traumą, postanawia wyjechać na rok do Argentyny, przedtem jednak oświadczając się Ricie i obiecując, że zaraz po jego powrocie złożą przysięgę przed Bogiem. Nic bardziej mylnego. Nie chcąc streszczać całej książki, napiszę tylko, że spotyka on inną kobietę i właśnie ją pojmuje za żonę. Kobietę, która w moim odczuciu zupełnie do niego nie pasuje – zdystansowaną, wyniosłą, zimną. Oczywiście, kto czytał, ten zarzucić może, że miała ona także zalety, ale jak zaznaczyłam już wcześniej – ja serce oddałam Ricie, nie mogę być zatem obiektywna w ocenie żony George’a. Zresztą jam jest prosta dziewczyna wychowana na wsi, mi zdecydowanie bliżej do Rity.

Żyją sobie szczęśliwie, a Rita czeka. Rodzą im się dzieci. Rita czeka. Mijają lata, a Rita wciąż czeka. Niepomna na to, że zbliża się już do czterdziestki, wciąż nosi pierścionek zaręczynowy.

W końcu George z żoną i dziećmi musi wrócić do rodzinnej wioski. Tu wszystko zaczyna się od nowa, odżywają dawne wspomnienia, a także…uczucia. Susan, jego żona, nie pasuje do tego miejsca, do jego społeczności. George pomimo tego, że wciąż myśli o Ricie, postanawia dochować wierności. W końcu umiera, młodo, bo w 47 roku życia, a w chwili śmierci wyciąga ręce w kierunku Rity, teraz jest tam, gdzie powinien się znaleźć już dawno. Może nie każdy się zgodzi, ale moim zdaniem to właśnie tęsknota za tym, co się nie wydarzyło, zabiła George’a.

Rita tymczasem zrozumiała pewną ważną rzecz – to nie był już ten sam George, który powrócił z wojny. To był dorosły mężczyzna, którego przebyte doświadczenia uczyniły zupełnie innym człowiekiem. Dlaczego zatem obie patrzyłyśmy na niego jak na dwudziestotrzylatka przygniecionego bagażem wojennych wspomnień? Nie wiem, w jaki sposób autorka to zrobiła, ale szczerze gratuluję. W trakcie lektury zauważałam upływ czasu, lata mijały, aż minęło ich ponad 20, ludzie starzeli się, umierali, dzieci dorastały, zakładały własne rodziny. I tylko Rita i George pozostawali dla mnie wciąż tą zakochaną parą dwudziestolatków, jakby przemijające lata zostawiły w spokoju tylko ich dwoje. Ciągle wierzyłam, że jeszcze mają szansę na wspólne, szczęśliwe życie. Na kilka stron przed końcem Rita powiedziała to, co mi w trakcie lektury wciąż umykało: to nie był już George, którego kochała. Ona przez lata kochała swoje o nim wspomnienie, które nie miało już swego odbicia w rzeczywistości…

Ulubione cytaty:

„Żyj chwilą, kochanie. Cierpienie bierze się stąd, że wciąż stawiamy czemuś opór. Pozwól, żeby rzeka życia uniosła cię, nie płyń pod prąd. Co będzie, to będzie, życie nie trwa długo”

„Uczymy się poprzez ból, a poprzez szczęście cieszymy się, że nauka nie poszła na marne”

„Kwestia urody jest względna i zależy od oka i nastawienia obserwatora”

„Można schwytać mężczyznę dzięki urodzie, ale nie da się zatrzymać go przy sobie, jeśli nie pielęgnuje się własnej inteligencji”

 

Moja ocena: 9/10

Tytuł: „Jaskółka i koliber”

Autor: Santa Montefiore

Wydawnictwo: Świat Księżki

Seria: Magnolie

Stron:494

Dodaj komentarz